Fronda.pl: Lista leków refundowanych, jaką zaproponowało Ministerstwo Zdrowia uwzględnia interes pacjentów?
Proponowana lista leków refundowanych nie uwzględnia pacjentów, więc nie można powiedzieć, że uwzględnia ich interes. W zasadzie, to tak naprawdę trudno powiedzieć, czyj interes reprezentuje. Wygląda raczej na jakiś autorski pomysł pracowników Ministerstwa Zdrowia, którzy chcieli się wykazać, podlizać premierowi i pokazać, jak duże możliwości oszczędności daje taka lista, nie zważając na inne argumenty. Takie jest moje pierwsze wrażenie.
A czy może też istnieć wrażenie, że została ułożona w interesie konkretnych firm farmaceutycznych?
Wolałbym raczej uniknąć stawiania tak daleko idących tez. Firmy farmaceutyczne, jak każde inne przedsiębiorstwa, zawsze będą się starały szukać jak największych rynków zbytu, ale czy w tym przypadku tak było, to trudno powiedzieć. Jedyne takie nieprzyjemne wrażenie pozostawia kwestia insuliny i pasków do mierzenia cukru – ta sytuacja jakby troszeczkę wskazuje, że jedna z firm farmaceutycznych mogła mieć za dużo do powiedzenia.
Ministerstwu Zdrowia brakuje pieniędzy na refundację?
Oczywiście, pieniędzy, żeby refundować brakuje i oszczędzać trzeba. A oszczędzać, to znaczy coś wyciąć. Ale oszczędność, w ramach której z listy leków refundowanych znika kilkadziesiąt pozycji, nie wiem, czy jest racjonalnym rozwiązaniem. Cała sprawa zawsze toczyła się o to, jak wprowadzić nowoczesne leki na listy, po to, żeby to sprawnie funkcjonowało, również jeśli chodzi o NFZ. Nie jest prawdą, że wprowadzone zostaną teraz leki zastępcze, których wcześniej nie było. One zawsze były i proporcje tych leków innowacyjnych na poprzednich listach a tej proponowanej są mniej więcej te same. Polski rynek refundacyjny oparty jest na lekach generycznych, one powinny na takie listy wchodzić z automatu – takie były ustalenia. Tymczasem wszystko zrobiono na zasadzie jakiegoś radykalnego, nieprzemyślanego cięcia. Ma być oszczędność, więc łup, siekierą, przerzucając ciężar tej oszczędności na pacjenta. Szacuje się, że zapłaci on nawet pół miliarda złotych więcej.
Sprawą leków zajmie się komisja?
W piątek o 12 komisja zajmie się proponowaną listą. Chcielibyśmy porozmawiać, nie tylko od ministrem Arłukowiczem, ale również od prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia, który jakby zniknął po ogłoszeniu listy. Chcemy poruszyć kilka kwestii, bo to, że pacjenta spotka niemiła niespodzianka w aptece to jedno, ale przecież szpitale będą musiały przeprowadzać przetargi na leki. A nie wiadomo jak przeprowadzić przetarg na leki, kiedy wszystkie ceny są takie same. Co taki przetarg miałby rozstrzygać? To, czy dana hurtowania jest lepsza od innej, bo przecież ceny mają te same? Pozostaje też kwestia programów lekowych, których pani minister Kopacz zaproponowała około piętnastu. Raptem nie ma nic. A one miały uzupełniać te wszystkie propozycje lekowe. Chcielibyśmy, że przynajmniej te dwie osoby odpowiedziały na wątpliwości targające opinią publiczną w Polsce.
A propos opinii publicznej – pojawiają się nawet komentarze, że taka lista leków to „eutanazja w białych rękawiczkach”.
Nie szedłbym aż tak daleko w komentarzach, ale niestety nieprzemyślane decyzje w tym zakresie mogą poskutkować wnioskami, że to administracyjna, moralna eutanazja dokonana na pewnej części chorych.
eMBe

