Profesor Jadwiga Staniszkis przewiduje na przykład, że z rządem pożegna się minister Rostowski bo „Tusk nie lubi wokół siebie ludzi kompetentnych”. Nie bardzo jestem w stanie pojąć gdzie pani Staniszkis u ministra finansów dostrzega kompetencje, ale to zapewne wynika z faktu, że ja tytułu profesorskiego się nie dorobiłem przez co mam zawężony punkt widzenia. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że kompetentni ludzie w premierze budzą ambiwalentne uczucia, ale właśnie dlatego jestem zdania, że Jan Vincent zwany czasami Jackiem stanowisko zachowa. Powód jest prosty – w całej Platformie Obywatelskiej nie ma innego tak kreatywnego geniusza finansów, który jednym machnięciem pióra potrafiłby domknąć budżet przesuwając grudniowe zwroty VAT-u na styczeń i księgując je jako dochód. Co prawda w każdym normalnym kraju za taki manewr poszedłby siedzieć na długie lata, ale tu jest Polska, tu reguły są płynne i dostosowują się do aktualnych potrzeb.

 

„Gowin może spać spokojnie” - twierdzi Łukasz Gibała z Ruchu Palikota. Z ciężkim sercem muszę się z nim zgodzić, mieć to samo zdanie co palikociarz to sytuacja mało komfortowa. Jarosław Gowin pozostanie na stanowisku ministra sprawiedliwości nie z powodu swoich kompetencji, które nie mają najmniejszego znaczenia, ale dlatego, że dzięki niemu Donald Tusk może liczyć na poparcie tej części konserwatywnego elektoratu, dla której PiS z Kaczyńskim jest nie do przełknięcia a strach przed wyimaginowanym „straconym głosem” nie pozwala poprzeć którejś z mniejszych, prawicowych partii. Gowin jest dla premiera obrazkiem reklamowym, gadżetem pokazującym, że Platforma jest nadal partią otwartą na ludzi o różnych, często skrajnie przeciwnych poglądach. W granicach rozsądku, oczywiście i pod warunkiem uzyskania koncesji od samego wodza.

 

Według „Rzeczpospolitej” najprawdopodobniej ze stołkami mogą się pożegnać Anna Mucha, Bartosz Arłukowicz i Mikołaj Budzanowski. Co do ministrów zdrowia i skarbu państwa to jest to prawdopodobne, na miejsce skompromitowanego Arłukowicza znajdzie się wielu chętnych, wśród których trudno będzie znaleźć gorszego a związana ze zmianą wizerunkowa poprawa jest premierowi potrzebna niczym ożywcza bryza. Co zaś się tyczy Budzanowskiego to nie ma on właściwie żadnego znaczenia, może zostać, może wylecieć, tej zmiany nikt i tak nie zauważy. Jestem jednak niemal stuprocentowo pewny, że „ministra” Mucha stanowisko zachowa. Tusk nie jest w ciemię bity i zdaje sobie doskonale sprawę, że każdy powód na jaki się powoła zostanie zakrzyczany przez feministki, dla których sprawa będzie jasna – straciła stołek wyłącznie dlatego, że jest kobietą. Casus Palikota walczącego z Wandą Nowicką nie jest tutaj bez znaczenia, a cokolwiek by nie mówić o szefie rządu jedno jest pewne – potrafi się ustawić do wiatrów wiejących ze wszystkich stron równocześnie.

 

Kto zatem pożegna się z ministerialną teką? Nie mam zielonego pojęcia. Wszystko wskazuje na to, że zmiany będą kosmetyczne a ich przyczyną nie jest chęć poprawy pracy rządy tylko zgłoszone przez Jarosława Kaczyńskiego konstruktywne wotum nieufności. Klasyczna PiaRowa zagrywka mająca pokazać ciemnym masom, że Platforma Obywatelska ugina się pod ogniem krytyki, dostrzega błędy i robi wszystko, by je naprawić. Oczywiście tylko po to, by ludziom żyło się lepiej. Niektórym ludziom.

 

Alexander Degrejt