SMS, o którym mówi generał Petelicki, miał brzmieć w następujący sposób: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”. Oficer miał go poznać stosunkowo niedawno. Najpierw pokazał mu go, a później przesłał jeden z jego bliskich znajomych z Platformy.
- Mój kolega, który uczestniczył m.in. w powstawaniu expose premiera, waha się, czy tego wszystkiego sam nie powinien powiedzieć. Jest rozgoryczony tym, co się dzieje w Platformie: pozbyto się najlepszych ludzi, teraz robi się wszystko, by usunąć Grzegorza Schetynę, na którym spoczywa ciężar kierowania partią – wyjaśnia generał w rozmowie z Wirtualną Polską. I podkreśla, że – jego zdaniem – ta instrukcja została wysłana „w strachu”, a wyszła z trójkąta Donald Tusk-Tomasz Arabski-Paweł Graś.
Te wyjaśnienia w niczym nie zmieniają jednak prostej konstatacji, że kierując się wyłącznie względami PR-u, współpracownicy premiera (przy akceptacji jego samego) zdecydowali się na oskarżanie polskich oficerów, zanim cokolwiek jeszcze było wiadomo. A wszystko, by nie stracić kilku punktów procentowych. I już tylko to pokazuje, że ktoś, dla kogo nie liczy się honor munduru, dobro Polski, dobre imię naszego kraju, a tylko własny wizerunek nie powinien być cieciem w premierowskim szalecie, nie mówiąc już o godności premiera.
TPT
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

