Polska jako członek NATO jest zobowiązana do przestrzegania procedur, które dotyczą tzw. bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej państwa i zarządzania ryzykiem – podkreśla gen. Petelicki. I nie ma wątpliwości, że tymi procedurami powinien być objęty lot prezydenckiego samolotu, z tyloma ważnymi dla bezpieczeństwa kraju osobami na pokładzie.

- Wszelkie próby zrzucania winy za katastrofę na śp. zwierzchnika Sił Zbrojnych – prezydenta RP, śp. pilotów lub stronę rosyjską kompromitują nas jeszcze bardziej w oczach partnerów z NATO – napisał gen. Petelicki w liście do parlamentarzystów.

Zdaniem twórcy GROM to polskie służby powinny zabezpieczać smoleńskie lotnisko i ewentualne lotniska zapasowe. - Takie miejsca zostały wybrane. Były to Witebsk i Mińsk – twierdzi rzecznik Sił Powietrznych płk. Robert Kupracz. Biuro Ochrony Rządu nie miało jednak takich informacji. Dlaczego? Na to pytanie nie potrafili odpowiedzieć ani płk. Kupracz, ani rzecznik BOR, Dariusz Aleksandrowicz.

Kolejną zasadą obowiązującą w NATO jest przepis, że "delegacja takiego szczebla i w takim składzie powinna udać się do Smoleńska czterema samolotami (minimum dla krajów biedniejszych – trzy samoloty)". Jak wiadomo, polska delegacja leciał jednym samolotem. Oddzielną maszyną polecieli dziennikarze.

A to, że dowódcy wojskowi chyba niż zdają sobie sprawy z kardynalnych błędów jeśli chodzi o bezpieczeństwo, pokazuje zdaniem gen. Petelickiego, pogrzeb szefa Sztabu Generalnego, gen. Franciszka Gągora i uwagi obecnych oficerów NATO. - " Macie szczęście, że mimo waszego większego zaangażowania w Afganistanie niż hiszpańskie, nie zainteresowali się wami dotąd terroryści, bo moglibyście stracić na tym cmentarzu resztę generałów oraz ministra obrony i szefa BBN" – miał powiedzieć jeden z nich.

mm/Rp.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »