Nie ma chyba tygodnia, żeby Turcja nie pojawiła się w głównych serwisach informacyjnych. A to negocjacje dotyczące prób rozwiązania kryzysu informacyjnego, a to napięcia z Rosją, które mogą doprowadzić do poważnego konfliktu międzynarodowego, wreszcie coraz częstsze zamachy w tym turystycznym raju. Wojna w Syrii uczyniła z jej północnego sąsiada centrum ostatnich wydarzeń. Dlatego warto lepiej poznać sytuację polityczną tego historycznie bliskiego nam kraju.
Jeszcze, kiedy wydawało się, że tzw. Arabska Wiosna przyniesie wolność i demokracje, Turcja wydawała się wspaniałym przykładem dla innych krajów muzułmańskich. Mogła poszczycić się wtedy imponującym wzrostem gospodarczym i bardzo dobrymi relacjami z sąsiadami. Ówczesny Premier, Recep Erdogan wydawał się człowiekiem, który jest w stanie pogodzić Islam z zasadami demokracji. Kraje północnej Afryki i Bliskiego Wschodu miały się uczyć od Ankary sposobu reformowania gospodarki i instytucji państwowych. Dzisiaj Erdogan jest Prezydentem swojego kraju, oskarżanym o zapędy autorytarne. Samych Turków otacza dziś chaos wojen i kryzysów. Jednak to właśnie oni mają klucze do rozwiązania większości z nich.
Turecka rewolucja
Mało kto w Polsce zwrócił uwagę, jak wielka zmiana dokonała się w Turcji w 2002 r. To właśnie wtedy umiarkowanie islamistyczna Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), uzyskując 34% głosów, zdobyła pełnię władzy w kraju (głównie dzięki 10% progowi wyborczemu). Co prawda wcześniej pojawiały się próby utworzenia islamistycznego rządu w Ankarze, jednak zawsze kończyły się one wojskowymi zamachami stanu. Tym razem na czele islamistów stał wyjątkowy talent polityczny, Recep Erdogan. Ten były burmistrz Stambułu sam siedział w więzieniu za swoje pro-islamistyczne przemówienie, w którym dopatrzono się podżegania do nienawiści na tle religijnym. Obejmując rządy w kraju, prowadził on politykę, którą wzbudziła entuzjazm zachodnich demokratów.
Zniósł on ograniczenia dla praktyk religijnych, wprowadził cywilną kontrolę nad armią, zliberalizował gospodarkę, rozpoczął rozmowy z Kurdami na temat ich praw i ruszył z miejsca proces integracji z Unią Europejską. Jednak to, co z perspektywy Europy wydawało się słusznymi reformami, było w Turcji rewolucją. Erdogan naruszył podstawy kraju sformułowane jeszcze przez Mustafę Kemala Ataturka. Przede wszystkim rozpoczął on sukcesywny demontaż tureckiego sekularyzmu. Pozwoliło to na wzrost znaczenia Islamu w życiu publicznym. Wykorzystując prowokację, złamał opór potężnej armii i przeciwnych mu generałów wtrącił do więzienia. Jednocześnie odrzucił dotychczasowe etatystyczne myślenie o gospodarce, i pozwolił rozwinąć skrzydła klasie średniej.
Sułtan zamiast Ojca narodu
Powolne odrzucanie dziedzictwa Ataturka oznaczało rehabilitację Imperium Otomańskiego. W polityce zagranicznej realizowano założenia neoosmanizmu, czyli odzyskiwanie wpływów na obszarach dawnego zwierzchnictwa tureckiego. Wykorzystywano do tego idee islamistyczne i poczucie wspólnoty wśród sunnickich muzułmanów. Podjęto nawet próby ułożenia stosunków z Kurdami, będącymi w permanentnym konflikcie z rządem w Ankarze. W polityce wewnętrznej pojawiła się coraz silniejsza tendencja do zmiany prawa i stosunków społecznych w kierunku większego znaczenia Islamu. Jednocześnie Recep Erdogan przejawiał tendencje do poszerzania swojej władzy, ograniczenia wolności mediów i praw opozycji a jego przeciwnicy zaczęli oskarżać go o chęć bycia Sułtanem. Zwieńczeniem tego procesu była próba zmiany konstytucji w celu wprowadzenia systemu prezydenckiego (sam Erdogan wygrał w 2014 wybory na ten urząd).
Punktem zwrotnym dla Turcji była z pewnością wojna domowa w Syrii. Po nieudanych próbach mediacji, Ankara zaangażowała się po stronie sunnickiej opozycji przeciwko alawickiemu prezydentowi Assadowi. Szybko okazało się, że sytuacja w rejonie szybko się skomplikowała. Na terenie Iraku i Syrii powstało tzw. Państwo Islamskie. Wykorzystując osłabienie tych dwóch krajów, a także pomoc militarną ze strony przeciwników ISIS, na niezależność zaczęli wybijać się Kurdowie. Dla prowadzących z nimi wieloletnią wojnę Turków, było to nie do pomyślenia.
Dodatkowo sytuacje skomplikował sukces polityczny Kurdów w samej Turcji. Polityk kurdyjski, Selahattin Demirtas, zjednoczył szereg lewicowych organizacji, w tym kurdyjskich nacjonalistów, w 2014 r. przekroczył 10% próg wyborczy. W ten sposób AKP po raz pierwszy od 2002 r. straciła większość w Parlamencie. Recep Erdogan, aby odzyskać pełnię władzy, postanowił odwołać się do tureckiego nacjonalizmu. Wykorzystując on, jako alibi, zaangażowanie w operacje przeciwko Państwu Islamskiemu, rozpoczął on naloty przeciwko Kurdom w północnym Iraku, jednocześnie wznawiając konflikt w granicach swojego kraju. Prezydent Turcji odzyskał w przyspieszonych wyborach kontrolę nad parlamentem, a chaos wynikający z ciągłych zamachów terrorystycznych, wykorzystał do przykręcenia śruby opozycji. Jednocześnie stał się jednym z rozgrywających w syryjskim konflikcie.
Na tureckim dywaniku
Przegrana Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie i wojna domowa w Syrii pogrzebała marzenia Recepa Erdogana o budowie unii gospodarczej na terenach dawnego Imperium Osmańskiego. Jednak obecna sytuacja daje Prezydentowi Turcji nowe możliwości geopolityczne. Dla Amerykanów, jest on najpoważniejszym sojusznikiem w rozgrywkach z Władimirem Putinem. Dla Europejczyków, jedyną nadzieją rozwiązanie kryzysu imigracyjnego. Dlatego jego żądania, na pewno będą brane pod uwagę. Turcja, wykorzystując kryzys bliskowschodni, może chcieć osiągnąć swoje geopolityczne i ekonomiczne cele na Bliskim Wschodzie.
Z pewnością klucze do rozstrzygnięcia wojny domowej w Syrii leżą w Ankarze. I choć dla całego świata problemem wydaje się być Państwo Islamskie, to Turkom sen z powiek spędza problem kurdyjski. Bez rozwiązania tego sporu, nie uda się im realizować skutecznej polityki w regionie. Paradoksalnie, również Kurdom powinno zależeć na normalizacji stosunków z rządem AKP. Recep Erdogan jest w pierwszej kolejności islamistą, a nacjonalizm turecki wykorzystuje instrumentalnie. Dawał już wcześniej sygnały, że mógłby zaakceptować jakąś formę niezależności Kurdystanu. Problemem są jednak poglądy polityczne. Kurdyjscy nacjonaliści często odwoływali się do socjalizmu. Ich obecna współpraca z lewicowymi liberałami, jest dla islamskiej, konserwatywnej tureckiej elity nie do zaakceptowania. Kurdowie są w większości konserwatywni, i w państwie islamistycznym mogliby odegrać pewną rolę. Tym bardziej, że niektóre badania wskazują, że w 2050 r. będą stanowić 40% mieszkańców Turcji. Dlatego siłą rzeczy, te dwa narody będą musiały się dogadać. I znienawidzony dzisiaj wśród Kurdów Erdogan wydaje się być jedyną osoba zdolną do tego doprowadzić.
Bartosz Bartczak
