W Senacie USA odbywały się przesłuchania dowódcy Korpusu Marines Dunforda po wyznaczeniu go na stanowisko szefa Kolegium Połączonych Szefów Sztabów.
„Jeśli chcecie rozmawiać o tym, jakie państwo może stanowić fundamentalne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, wskazałbym Rosję" – stwierdził w czasie przesłuchań. Dodał, że to właśnie ona jest państwem, które mogłoby „naruszyć suwerenność sojuszników" przy pomocy swej broni jądrowej.
Podobnie wypowiedziała się amerykańska sekretarz ds. lotnictwa wojskowego Deborah Jones. „To nie jest czas na okazywanie wahania wobec takich działań, jakie podejmuje Rosja" – dodała w wywiadzie dla agencji Reuters. Jones wykorzystywała wizyty, by wzywać Europejczyków do wykonywania swych zobowiązań sojuszniczych, przede wszystkim wydawania dwóch procent PKB na obronę. James zapewniła jednocześnie, że działania Rosji na Ukrainie oraz jej agresywna retoryka spotka się z odpowiedzią Stanów Zjednoczonych. Ma nią być zwiększenie obecności amerykańskiej armii w Europie, m.in. poprzez utrzymywanie rotacyjnych misji myśliwców F-16.
Niedawno James zapowiedziała także, że w ciągu pięciu lat w Wielkiej Brytanii na stałe pojawią się F-22, czyli najnowocześniejsze będące w służbie amerykańskie myśliwce.
„Oświadczenia Waszyngtonu tworzą sztuczną atmosferę wrogości" – natychmiast odpowiedział Amerykance rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow.
W dniu amerykańskiego święta 4 lipca dwie pary rosyjskich bombowców strategicznych zostały przechwycone przez amerykańskie samoloty myśliwskie u wybrzeży Alaski i Kalifornii.
mm/rp.pl/Guardian
