Ojciec święty podkreślił w swojej wypowiedzi, że wykorzystywanie nieletnich to nie tylko przestępstwo wobec prawa, nie tylko zniszczenie ich niewinności, ale także akt głęboko duchowy. Kapłan, który wykorzystuje seksualnie nieletnich w gruncie rzeczy dopuszcdza się aktu satanicznego, zaprzecza własnemu kapłaństwu, które staje się – w pewnym wymiarze już antychrystusowe, a nie Chrystusowe. - To coś więcej, niż akty karygodne; to jest jak świętokradcza ofiara, bo ci chłopcy i dziewczęta zaufali charyzmatowi kapłańskiemu, który miał ich prowadzić do Boga, a tymczasem oni go poświęcili bożkowi swojej pożądliwości. Profanują wizerunek samego Boga, na którego obraz zostaliśmy stworzeni – podkreślał papież.
Opinia taka nie jest nowa. U George Weigla od dawna można znaleźć stwierdzenia, że kapłan wykorzystujący nieletnich w istocie zaprzecza swojemu kapłaństwu i sprawia, że niemożliwe jest dalsze jego kontynuowanie. Czym innym jest jednak, gdy opinię taką wypowiada teolog czy filozof, a czym innym gdy słychać ją z ust papieskich. Teraz trzeba tylko niezwykle mocno uwewnętrznić to twierdzenie i uświadomić sobie, że pedofilia, jeśli dopuszcza się jej kapłan, jest nie tylko przestępstwem, ale swoistą „czarną mszą”, obrzydliwością, która profanuje obraz Chrystusa w dziecku, a także całkowicie wypacza kapłaństwo. Współczucie wobec sprawców nie może przesłaniać tej prawdy, a solidarność z kapłanami nie powinna uniemożliwiać uświadomienie sobie tego przesłania.
Tomasz P. Terlikowski
