Policjanci aresztowali Polańskiego w sobotę w Szwajcarii, gdzie przyjechał by odebrać nagrodę na festiwalu w Zurychu. Do zatrzymania na lotnisku doszło na żądanie władz amerykańskich na podstawie nakazu sprzed 31 lat.

- Należało mu się – mówi portalowi Fronda.pl prof. Zbigniew Lewicki, amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego. - Polański ma stanąć przed sądem nawet nie za stosunek z trzynastolatką, ale za to, że uciekł przed wymiarem sprawiedliwości – podkreśla profesor.

MSZ rusza z odsieczą

Jednak minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski uzgodnił z szefem francuskiej dyplomacji Bernardem Kouchnerem, że wystąpią do prezydenta USA z prośbą o "zbadanie możliwości skorzystania z prawa łaski". Chcą apelować do sekretarz stanu Hilary Clinton o to, aby strona amerykańska wystąpiła do władz szwajcarskich o zwolnienie reżysera z aresztu.

Także polscy filmowcy zapowiedzieli, że w obronie Polańskiego skierują list do prezydenta, szefa MSZ i ministra kultury. Podpis pod apelem o interwencję w sprawie kolegi zapowiedzieli m.in. Andrzej Wajda, Jacek Bromski, Izabella Cywińska i Janusz Morgenstern.

Inicjatywa polskich władz i reżyserów nie podoba się prof. Zbigniewowi Lewickiemu, amerykaniście z UW i UKSW. - Są to działania głęboko niestosowne - mówi portalowi Fronda.pl. - Nie rozumiem jakichkolwiek działań zarówno polskich jak i francuskich władz, dzięki którym ktoś miałby uniknąć zgodego z prawem stanięcia przed sądem - dodaje.

Wypuścić Polańskiego? To może też i Rywina

Zapowiedź dyplomatycznej interwencji w spawie Polańskiego oburzyła nawet dziennikarza „Gazety Wyborczej”, Bartosza Weglarczyka. - Polański przyznał się do winy. Wprawdzie nie przyznał się do gwałtu, ale przyznał się do stosunku płciowego z nieletnią. Nie może być tak, że nie można zatrzymać osoby tylko dlatego, że zasłużyła się dla kina – przekonywał w programie TVN "24 Godziny".

Jego zdaniem, nie ma nic do rzeczy, jakie filmy Polański nakręcił. - Dlaczego wsadziliśmy do więzienia Lwa Rywina, skoro to jest to człowiek, który absolutnie zasłużył się dla przemysłu filmowego – ironizował Węglarczyk.

Według Lewickiego obrona Polańskiego jest nie tylko niesłuszna, ale też skazana na niepowodzenie. W jego ocenie, jedyną szansą, aby Polański uniknął prawomocnego wyroku ekstadycji, byłoby znalezienie jakiegoś formalnego błędu we wniosku o aresztowanie.

To jednak mało prawdopodobne. - Jeśli wniosek spełnia warunki formalne, Polański prawdopodobnie się od niego odwoła, odwołanie zostanie odrzucone i zostanie przekazany władzom USA, które będą rozpatrywały sprawę u siebie – tłumaczy Lewicki.

Historia ucieczki

Aresztowanie autora "Dziecka Rosemary" jest pokłosiem wydarzeń z końca lat 70. W 1977 roku Polańskiemu postawiono kilka zarzutów, w tym gwałtu na 13-latce Samancie Geimer po upiciu jej szampanem i podaniu narkotyku. Reżyser przyznał się do seksu z nieletnią, choć utrzymywał, że do czynu doszło za jej przyzwoleniem. Padały nawet argumenty, że ofiara była niezwykle dojrzałą jak na swój wiek i właściwie reżyser mógł się nie zorientować, że uprawia seks z nieletnią.

Reżyserowi to nie pomogło. Dopuścił się pedofilii w kraju bezwzględnie ścigającym przestępstwa seksualne wobec dzieci. W świetle kalifornijskiego prawa, seks z nieletnią klasyfikowany jest jednoznacznie - jako gwałt.

Gdy Polański wyszedł z aresztu za kaucją, od razu wyjechał z USA. Bał się, że grozi mu wieloletnie więzienie. To właśnie ta ucieczka przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości ostatecznie pogrążyła reżysera.

Nieudane uniki

Adwokaci Polańskiego kilkakrotnie próbowali unieważnić wyrok w 1978 roku. Nie pomogło nawet to, że Samantha Geimer, dziś ponad 40-letnia, po latach zmieniła zdanie i oświadczyła, że stosunek odbył się za jej zgodą. Nie pomogły zapewnienia, że wybacza Polańskiemu i chce, aby umożliwiono mu powrót do Stanów.

W lutym sędzia z Los Angeles zadecydował, że nie rozpatrzy wniosku, dopóki słynny reżyser nie wróci do USA. Przyznał, że adwokaci Polańskiego mogą mieć rację uzasadniając, że w procesie reżysera popełniono wykroczenia, ale Polański zbiegł przed wymiarem sprawiedliwości i nic tego faktu nie usprawiedliwia.

Ze względu na ciążące na nim zarzuty Polański - choć podróżował po całym świecie - przez ponad 30 lat ani razu nie pojawił się w USA. Nie był nawet na ceremonii rozdania Oskarów w 2003 roku, gdy otrzymał nagrodę za "Pianistę". Dzięki temu przez lata udawało mu się uniknąć aresztowania. Aż do ostatniej soboty.

AJ/Tvn24/GW

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »