Od kilku tygodni portal Fronda.pl zbiera podpisy pod listem nawołującym posłów do obrony polskiej suwerenności przed Traktatem Lizbońskim. Dlaczego poparła Pani nasz apel?
Gdyż Fronda okazała się być jedynym głośniejszym środowiskiem, które wypowiada się w tej sprawie i przy okazji postanowiło wykorzystać w tym celu sytuację wynikłą z niekorzystnego dla tego dokumentu orzeczenia Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Niemczech. To ogromny wstyd dla polskich posłów, że sami z siebie nie chcą przestrzegać wartości, których ślubowali bronić. Nie przeciwstawiają się Traktatowi, który jest radykalnie sprzeczny z zasadą suwerenności państw. Nie chcą brać przykładu z Niemców, których Trybunał Konstytucyjny nakazał bronić mechanizmów demokratycznych w stosunkach z Unią.
Nasz list podpisało już przeszło 1,5 tysiąca sygnatariuszy, w tym kilkadziesiąt znanych osobistości ze świata polityki, mediów, nauki i kultury. Mimo to, nie stał się on głównym tematem debaty publicznej. Dlaczego?
Najważniejsze środowiska w naszym kraju nie są zainteresowane walką o Polskę. Dla Platformy Obywatelskiej Unia Europejska stanowi raj, poza którym nic lepszego nie może nas spotkać. PO nie chce być postrzegana jako ugrupowanie antyeuropejskie. W mediach nie ma jeszcze prawdziwej konkurencji, większość mediów popiera PO i dalszą integrację unijną.
[video:http://www.youtube.com/watch?v=hHntqgn2ru0]
Sprawa Traktatu Lizbońskiego jest bardzo skomplikowana, zwłaszcza że mało kto zna sam dokument. Czy mogłaby Pani wytłumaczyć w prosty sposób jakie jest znaczenie tego traktatu?
Traktat Lizboński to realizacja koncepcji, z którą mamy do czynienia od ratyfikacji Traktatu z Maastricht. Od tego czasu integracja europejska nie ogranicza się do współpracy gospodarczej, ale jest także integracją polityczną, której celem jest utworzenie państwa europejskiego. Kolejne traktaty dobudowywały atrybuty państwa do dotychczasowych rozwiązań. Najbardziej bezczelnie usiłował to zrobić Traktat Konstytucyjny wprowadzając oficjalnie m.in. wspólny hymn i flagę, jednak na jego ratyfikację nie zgodzili się obywatele Francji i Holandii. Teraz, wykorzystując niewiedzę ludzi, próbuje się sprzedać Traktat Lizboński jako coś innego niż konstytucję europejską. Ale w rzeczywistości to jest to samo. Traktat Lizboński odchodzi od jednomyślnego podejmowania decyzji do większościowego czy też wprowadza instytucję ministra spraw zagranicznych. Poza tym, przechyla szalę uprawnień z parlamentów krajowych na organy urzędnicze Unii i de facto likwiduje demokratyczną zasadę zwierzchności władzy prawodawczej nad wykonawczą.
Jakie mogą być tego skutki?
Widać to już dziś, np. w kontekście polskich stoczni. To sejm powinien decydować o tym, czy godzimy się na rozwiązania proponowane przez Unię, a nie rząd i Unia Europejska. Tymczasem zgodnie z ustawą z 2004 roku o "współpracy rządu z Sejmem i Senatem w sprawach dotyczących Unii Europejskiej" rząd ma obowiązek jedynie informować i zasięgać opinii parlamentu, który nie ma uprawnień decyzyjnych, w sprawach europejskich. Zresztą sejm jest leniwy i nie kwapi się do wykonywania swoich konstytucyjnych kompetencji.
Zatem to Sejm ponosi odpowiedzialność za tę sytuację - to on uchwalił przecież Traktat. Dlaczego więc poświęca pani tak wiele uwagi krytyce samego Traktatu?
On rzeczywiście tylko dopełnia czarę. Niektórzy twierdzą, że to może być ostatni traktat. W przyszłości bowiem ciała unijne będą mogły decydować nie oglądając się na głos parlamentów krajowych, gdyż traktat zawiera takie mechanizmy, które pozwalają przejać Unii dotychczasowe kompetencje państw.
[video:http://www.youtube.com/watch?v=u3EVC_ccER4]
W jaki sposób posłowie mogą przeciwstawić się tym groźnym dla suwerenności Polski rozwiązaniom?
Wbrew pozorom, mogą sporo. Po pierwsze, mogą zaskarżyć ustawę o zgodzie na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego do Trybunału Konstytucyjnego. Jednak, o ile ze strony formalnej została ona uchwalona prawidłowo, to należy zbadać jej poprawność materialną. Zgodnie z art. 90 Konstytucji państwo polskie może przekazać organizacji międzynarodowej tylko niektóre swoje kompetencje. Tymczasem w sprawach gospodarczych Polska już Traktatem Akcesyjnym przekazała 80 proc. swoich kompetencji. A Traktat Lizboński przekazuje kolejnych 40 obszarów do kompetencji organów unijnych, w których Polska traci prawo weta. Podczas gdy Polska mogła przekazać tylko niektóre kompetencje, po podpisaniu Traktatu Lizbońskiego tylko niektóre kompetencje Polsce zostaną.
Posłowie mogą zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego tylko uchwalone i opublikowane ustawy, natomiast nie mogą skarżyć do TK prewencyjnie umów międzynarodowych. Powstaje problem, czy TK zachce zbadać na wniosek posłów Traktat Lizboński, którego ta ustawa dotyczy. Czyli Traktat Lizboński może obecnie zaskarżyć tylko prezydent.
Po drugie, posłowie mogą zmienić ustawę z 2004 roku w celu przywrócenia decyzyjnych uprawnień sejmu w stosunkach z Unią Europejską. Wtedy sejm miałby prawo nie tylko do informacji i opiniowania o aktualnych krokach rządu w sprawach z UE, ale także rozpatrywać i wyrażać zgodę na te kroki.
Trzecie rozwiązanie jest najmniej skuteczne: gdyby prezydent podpisał Traktat, wówczas można go w całości zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego. Jednak trudno wyobrazić sobie, by Trybunał orzekał niezgodność Traktatu z Konstytucją w chwili, gdy traktat byłby już implementowany do polskiego prawa.
Rozmawiał Stefan Sękowski
Krystyna Pawłowicz jest prawnikiem, profesorem nadzwyczajnym na Uniwersytecie Warszawskim, od 2007 roku sędzią Trybunału Stanu.
Zobacz także:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

