Sprawa Traktatu Lizbońskiego jest bardzo skomplikowana, szczególnie, iż ludzie nie znają samego dokumentu. Czy mogłaby Pani wytłumaczyć w prosty sposób, dlaczego ta umowa jest tak kontrowersyjna?

 

Traktat Lizboński to realizacja koncepcji, z którą mamy do czynienia od ratyfikacji Traktatu z Maastricht. Od tego czasu integracja europejska nie ogranicza się do współpracy gospodarczej, ale jest także integracją polityczną, której celem jest utworzenie państwa europejskiego. Kolejne traktaty dobudowywały atrybuty państwa do dotychczasowych rozwiązań. Najbardziej bezczelnie usiłował to zrobić Traktat Konstytucyjny wprowadzając oficjalnie m.in. wspólny hymn i flagę, jednak na jego ratyfikację nie zgodzili się obywatele Francji i Holandii. Teraz, wykorzystując niewiedzę ludzi, próbuje się sprzedać Traktat Lizboński jako coś innego niż konstytucję europejską, ale w rzeczywistości to jest to samo. Traktat Lizboński odchodzi od jednomyślnego podejmowania decyzji do większościowego czy też wprowadza instytucję ministra spraw zagranicznych, poza tym przechyla szalę uprawnień z parlamentów krajowych na organy urzędnicze Unii i de facto likwiduje demokratyczną zasadę zwierzchności władzy prawodawczej nad wykonawczą.

 

Jak negatywnie w praktyce może się to objawiać?

 

Widać to już dziś, np. w kontekście polskich stoczni. To sejm powinien decydować o tym, czy godzimy się na rozwiązania proponowane przez Unię, a nie rząd i Unia Europejska. Tymczasem zgodnie z ustawą z 2004 roku o "współpracy rządu z sejmem i senatem w sprawach dotyczących Unii Europejskiej" rząd ma obowiązek jedynie informować i zasięgać opinii parlamentu, który nie ma uprawnień decyzyjnych, w sprawach europejskich. Zresztą sejm jest leniwy i nie kwapi się do wykonywania swoich konstytucyjnych kompetencji.

 

Skoro sejm sam nie chce korzystać ze swoich uprawnień, to czy w takim razie można winić za tę sytuację Traktat Lizboński?

 

On rzeczywiście tylko dopełnia czarę. Niektórzy twierdzą, że to może być ostatni traktat. W przyszłości bowiem ciała unijne będą mogły decydować nie oglądając się na głos parlamentów krajowych, gdyż traktat zawiera takie mechanizmy, które pozwalaja przejać Unii dotychczasowe kompetencje państw.

 

Od kilku tygodni portal Fronda.pl zbiera podpisy pod listem nawołującym posłów do obrony polskiej suwerenności przed Traktatem Lizbońskim. Dlaczego poparła Pani nasz apel?

 

Gdyż Fronda okazała się być jedynym głośniejszym środowiskiem, które wypowiada się w tej sprawie i przy okazji postanowiło wykorzystać w tym celu sytuację wynikłą z niekorzystnego dla tego dokumentu orzeczenia Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Niemczech. To ogromny wstyd dla polskich posłów, że sami z siebie nie chcą przestrzegać wartości, których ślubowali bronić. Nie przeciwstawiają się Traktatowi, który jest radykalnie sprzeczny z zasadą suwerenności państw. Nie chcą brać przykładu z Niemców, których Trybunał Konstytucyjny nakazał bronić mechanizmów demokratycznych w stosunkach z Unią.

 

 

W jaki sposób posłowie mogą przeciwstawić się obecnie groźnym dla suwerenności Polski rozwiązaniom, zawartym w Traktacie Lizbońskim?

 

Wbrew pozorom, mogą sporo. Po pierwsze, mogą zaskarżyć ustawę o zgodzie na ratyfikującję Traktatu Lizbońskiego do Trybunału Konstytucyjnego. Jednak, o ile ze strony formalnej została ona uchwalona prawidłowo, to należy zbadać jej poprawność materialną. Zgodnie z art. 90 Konstytucji państwo polskie może przekazać organizacji międzynarodowej tylko niektóre swoje kompetencje. Tymczasem w sprawach gospodarczych Polska już Traktatem Akcesyjnym przekazała 80 proc. swoich kompetencji. A Traktat Lizboński przekazuje kolejnych 40 obszarów do kompetencji organów unijnych, w których Polska traci prawo weta. Podczas gdy Polska mogła przekazać tylko niektóre kompetencje, po podpisaniu Traktatu Lizbońskiego tylko niektóre kompetencje Polsce zosatną.

Posłowie mogą zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego tylko uchwalone i opublikowane ustawy, natomiast nie moga skarżyć do TK prewencyjnie umów międzynarodowych. Powstaje problem, czy TK zachce zbadać na wniosek posłów Traktat Lizboński, któego ta ustawa dotyczy. Czyli Traktat Lizboński może obecnie zaskarżyć tylko prezydent.

Po drugie, posłowie mogą zmienić ustawę z 2004 roku w celu przywrócenia decyzyjnych uprawnień sejmu w stosunkach z Unią Europejską. Wtedy sejm miałby prawo nie tylko do informacji i opiniowania o aktualnych krokach rządu w sprawach z UE, ale także rozpatrywać i wyrażać zgodę na te kroki.

Trzecie rozwiązanie jest najmniej skuteczne: gdyby prezydent podpisał Traktat, wówczas można go w całości zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego. Jednak trudno wyobrazić sobie, by Trybunał orzekał niezgodność Traktatu z Konstytucją w chwili, gdy traktat byłby już implementowany do polskiego prawa.

 

Dlaczego o naszym liście, podpisanym przez wielu naukowców, polityków i publicystów, jest tak cicho?

 

Najważniejsze środowiska w naszym kraju nie są zainteresowane walką o Polskę. Dla Platformy Obywatelskiej Unia Europejska stanowi raj, poza którym nic lepszego nie może nas spotkać. PO nie chce być postrzegana jako ugrupowanie antyeuropejskie. W mediach nie ma jeszcze prawdziwej konkurencji, większość mediów popiera PO i dalszą integrację unijną.

 

Rozmawiał Stefan Sękowski.

 

Zobacz także:

Polska ma być suwerenna.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »