Pani Ewa Kopacz niedawno tak błagała (fałszywie),by Prezes J. Kaczyński uwolnił z "aresztu domowego" - poza mną - także Pana Antoniego Macierewicza... Los spełnił jej szczerą (?) prośbę nadzwyczajnie.

Wczoraj, bawiąc się w ludowo-kolejowe "gospodarskie wizyty" mogła nawet stanąć twarzą w twarz z tak pożądanym (?) przez siebie posłem. Tym samym Pendolino wracał bowiem do Warszawy, A. Macierewicz... Pani E. Kopacz przechadzając się po przedziałach w poszukiwaniu obywateli nie zapytała go jednak co jadł, ani co ze śledztwem smoleńskim... Miała taką okazję. Zatrzymała tylko pociąg, bo bała się burzy.

Pani Premier, jeśli Pani boi się PiS, to proszę nas NIE wzywać, bo życzenia, jak Pani widzi, spełniają się szybko. I wtedy jest głupio.

Krystyna Pawłowicz