"Z perspektywy czasu widzę, że te prowokacje były świadome. To nie było tak, że Michał Szczerba powiedział: >>kochany panie marszałku<< i marszałek nie wytrzymał. Wcześniej było kilka, może osiem, może dziewięć podobnych zaczepek" - stwierdziła w rozmowie z tygodnikiem "wSieci" prof. Krystyna Pawłowicz. W ten sposób polityk odniosłą się do absurdalnych protestów opozycji w Sejmie.

"Jest granica upokarzania Sejmu" - stwierdziła Pawłowicz, tłumacząc reakcję Marka Kuchcińskiego na działania posłów opozycji. Jak dodała, zaledwie nieco przed wybuchem kryzysu sejmowego posłowie PiS zaczęli między sobą rozwazać zamianę marszałka, bo Kuchciński wydawał im się zbyt mało zdecydowany.

"Posłanka Kinga Gajewska stanęła w przejściu i celowo blokowała mi, cały czas nagrywając, powrót na moje miejsce. Mówię: >>Przepraszam<<, ale ona stoi dalej. Więc próbuję delikatnie skłonić ją, żeby się trochę przesunęła i zrobiła przejście. Wtedy ona wykonuje teatralne gesty rękami i krzyczy: >>Pawłowicz mnie bije!<<,>>Dlaczego mnie pani bije?!<<. Patrzę osłupiona, odsuwam się" - opowiadała o sejmowej chucpie opozycji prof. Pawłowicz.

Jak dodała, posłowie opozycji po prostu dobrze się bawią. W ich proteście nie ma za grosz dramaturgii ani ofiary. "To rotacyjne blokowanie sali sejmowej. Ci ludzie normalnie żyją: śpią w domu, chodzą do fryzjera, tankują samochód na stacji benzynowej, odwiedzają telewizje. Tam nie ma żadnej ofiary. Stawiają się na dyżur, podpiszą listę, powygłupiają się. A pan Petru bawi się, jak wiemy, jeszcze lepiej" - mówiła Pawłowicz.

bbb/tvp info