Dzisiejszy "Nasz Dziennik" publikuje wywiad z Krystyną Pawłowicz. Poniżej przedstawiamy jeden, bardzo ważny wyrywek z tego wywiadu, w którym Pani profesor nie tyle wyjaśnia co podtrzymuje swoje tezy wygłoszone z mównicy sejmowej.

 

Wykreowano Panią na negatywną bohaterkę internetu. Skala reakcji zaskakuje?

– Sądzę, że przyczyn jest co najmniej kilka. Po pierwsze, ideologie genderowe, lewicowe i feministyczne weszły do naszego kraju po wstąpieniu do Unii Europejskiej i cały czas w ekspansywny i niezwykle agresywny sposób docierają do nas. Obecnie mamy do czynienia z falą roszczeń środowisk homoseksualnych, które żądają usankcjonowania niebezpiecznych rozwiązań prawnych, które w gruncie rzeczy nie są niczym innym niż rozluźnieniem obyczajów i promocją postaw gorszących społeczeństwo. Jak okazuje się w badaniach na ten temat, większość społeczeństwa sprzeciwia się tzw. związkom partnerskim. Niestety, obecny rząd popiera poglądy tych ekspansywnych środowisk. Nie wiem, czy wynika to z autentycznych poglądów, czy z koniunktury. Tak czy inaczej środowiska skrajnie mniejszościowe wyczuwają teraz dobry moment na forsowanie swoich lewackich haseł. Kolejną przyczyną ataków na mnie jest to, że reprezentuję Prawo i Sprawiedliwość. Proszę zauważyć, że to głównie posłowie tej partii są rozliczani z ich rzekomej mowy nienawiści, a nawet jak milczą, to również jest to nienawistne milczenie. Mamy do czynienia z jakąś paranoiczną sytuacją, w której jedna strona może obrzucać błotem posłów opozycji, kapłanów, Kościół, ale już ci, którzy są atakowani, nie mogą powiedzieć czegoś ostrzej czy barwniej, ponieważ jest to od razu utożsamiane z sianiem nienawiści, a nawet faszyzmem. Kolejną kwestią, która – jestem pewna – nie podoba się mediom głównego nurtu, jeśli chodzi o mnie, to fakt, że łączą mnie z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Sądzę, że nie bez przyczyny jest również to, że umiem z dziennikarzami rozmawiać. Przyznaję, nie jestem dla nich łatwym rozmówcą. Mówię, co myślę, nie boję się, więc tym bardziej budzi to agresję. Uważam po prostu, że nie można dawać zapędzać się w kozi róg tylko dlatego, że rozmawia ze mną dziennikarz od początku mi nieprzychylny. Korzystam z wolności słowa, uważam, że nie przekroczyłam granic przyzwoitości. Zwłaszcza że to w stosunku do polityków opozycji są artykułowane oszczerstwa, a nie odwrotnie, czego najlepsze przykłady możemy znaleźć w książce Sławomira Kmiecika pt. „Przemysł pogardy”. Mam taki typ ekspresji, nie każdemu musi się on podobać.

 

Poruszyła Pani kwestię braku symetrii. Pamiętamy również, jak silny był front medialny, który odbierał godność prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, a niektórzy nie wahali się kontynuować tych szyderstw nawet po jego śmierci. Teraz dziennikarze ekscytują się tygodniami każdą wypowiedzią, która, w ich mniemaniu, nosi znamiona „homofobicznej”.

– Rzeczywiście, ma pani rację. Sejm w swym obrazie i zachowaniach jest dziwaczny. Z jednej strony mamy do czynienia z folklorem obyczajowo-politycznym, który przekracza wszelkie granice estetyczno-moralne, z drugiej zaś niezwykłą wrażliwość na najdelikatniejszą choćby krytykę ze strony opozycji. Wrażliwość ta jest ewidentnie jednostronna.

 

WIĘCEJ W DZISIEJSZYM WYDANIU "NASZEGO DZIENNIKA"

 

philo