Wielu internautów pytało w komentarzach, czy w inscenizacji rzeczywiście wziął udział biograf Wałęsy. Okazuje się, że tak. - W happeningu "Naszości" wziąłem udział z inicjatywy Piotra Lisiewicza. Głównie dlatego, że bardzo podobają mi się ich akcje. Najbardziej utkwiło mi w pamięci wniesienie na kongres SLD Piotra Lisiewicza w szklanej trumnie, jako wcielenie Włodzimierza Illicza Lenina. Miano wtedy dokonać wyboru nowego przewodniczącego SLD i "Naszość" zaproponowała w ten sposób swojego kandydata – mówi Paweł Zyzak w rozmowie z portalem Fronda.pl.

Naszość to prawicowa grupa happeningowa związana ze środowiskiem "Gazety Polskiej". Swoją środową akcją jej członkowie zademonstrowali sprzeciw wobec nagonki medialnej na autora książki "Lech Wałęsa. Idea i historia". W proteście postanowili dokonać inscenizacji spalenia autora. - Pomysł na zorganizowanie takiej akcji podsunęło samo życie. Media takie jak "Gazeta Wyborcza" czy dziennikarze Jacek Żakowski i Tomasz Lis, przypomnieli nam czasy cenzury – mówi nam Yarys, działacz Akcji Alternatywnej "Naszość".

 

"Płoń płoń, podły Zygzaku, niech spłoną twe książki i twe miasto Kraków" - śpiewano podczas podpalania Zyzaka. Oglądając happening, niektórzy myśleli, że jest to ciąg dalszy akcji przeciwników młodego historyka. - Niektóre osoby nie wsłuchując się w happening i nie wiedząc kto go organizuje, faktycznie myślały, że jest to atak na mnie i przyjaźnie brały mnie w obronę. Ale to było przedstawienie w krzywym zwierciadle tego, co się działo po ukazaniu się mojej książki. Nie był to w żadnym wypadku wiec moich przeciwników – opowiada bohater happeningu.

 

[video:http://www.youtube.com/watch?v=NQVVL_uAsAk'/>

 

- Nie spotkałem się z takimi reakcjami. Nasze happeningi często nie są jednoznaczne, odkąd używamy strojów i metod parateatralnych. Staramy się działać z przymrożeniem oka, choć nasz przekaz dotyczy spraw bardzo poważnych, być może ktoś może nie wszystko zrozumieć – tłumaczy Yarys z "Naszości".

Paweł Zyzak przyjechał na happening niemal prosto ze Stanów Zjednoczonych, gdzie między innymi w Chicago, New Jersey czy w Nowym Jorku spotykał się z czytelnikami. - Generalnie kończy się czas, kiedy muszę odpowiadać na ataki i tłumaczyć się z publikacji. Teraz mam czas na uporządkowanie swojego życia, znalezienie pracy i podjęcie nowych wyzwań – mówi.

 

JaLu/Matuswamsieniepodoba.republika.pl/Youtube.com

 

Zobacz także:

Zdjęcia z happeningu

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »