Poparłeś akcję zbierania podpisów w obronie historii w szkołach. Zachęcasz do niej?
- Uważam, że należy wspierać naukę historii w szkołach. A czy należy zachęcać do tego innych? To nie jest kwestia zachęty, bo albo ktoś odczuwa tego typu potrzebę, albo nie. Czy zachęcę kogoś, kto został wychowany w domu gdzie historia nie miała żadnego znaczenia, a w szkole było jeszcze gorzej?
Ale dla ciebie jest ona przecież bardzo ważna, w swojej twórczości często odnosisz się do niej.
- Po prostu uważam, że historia obok języka polskiego i matematyki jest najważniejszym przedmiotem, wręcz podstawowym. Gdy mamy do czynienia jeszcze z takim tworem jak UE, a nie odgrywamy tam pierwszoplanowej roli, to łatwo taki naród pozbawić tożsamości. Jak nie znasz historii to tracisz tożsamość. Można dziś łatwo stworzyć wynarodowionych obywateli drugiej kategorii, niekoniecznie przy pomocy czołgów i obozów.
Rozmawiasz z dziećmi o historii?
- Tak. Przychodzą do nas z aukcji i księgarń internetowych paczki z książkami historycznymi, czy rzeczy dotyczące Policji Państwowej. W domu są stare zdjęcia, symbole narodowe. Rozmawiamy o historii, a o matematyce tylko wtedy gdy brakuje pieniędzy. Historia jest obecna chociażby poprzez wydarzenia współczesne i porównywanie ich z historycznymi faktami. Staram się nauczyć dzieci umiejętności wyciągania wniosków z historii. To potraktowanie historii przez MEN jest dla mnie szokujące, bo w moim rodzinnym domu historia żyła. Ona - dzięki mojemu ojcu- była naturalna, dużo czytaliśmy, rozmawialiśmy. Nasz dom był nią przeniknięty. Trzeba ją szanować żeby być.
Więcej o zbiórce podpisów: przywracamyhistorie.pl
Rozmawiał Jarosław Wróblewski

