Sucha, koścista dłoń patriarchy uniosła się w górę, by uczynić znak krzyża. „Chwała Tobie Panie” – wyszeptał cicho. Chwilę później powtórzył ten sam gest i nieco ciszej wypowiedział te same słowa. Nie miał już dość sił, by powtórzyć ten gest po raz trzeci. Ręką bezładnie opadła mu na pościel. Głęboko westchnął i umarł o godzinie 12 w nocy 25 marca 1925 roku. Kilka godzin wcześniej, czując nadchodzącą śmierć, miał powiedzieć: „nadchodzi noc, długa i ciemna noc”. Opiekująca się nim lekarka uznała to za uwagę dotyczącą bezsenności patriarchy Moskwy i Wszechrusi, jednak dla jego duchownych przyjaciół było to proroctwo, które miało dotyczyć przyszłości Świętej Rusi i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej… Proroctwo, które rychło miało się spełnić, bowiem już w dosłownie kilka lat po śmierci patriarchy Tichona, jego następcy na tronie patriarszym zdecydowali się na całkowitą współpracę ze Związkiem Sowieckim i uczynili z Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej oddaną służkę reżimu komunistycznego. Na takie działania, mimo licznych ustępstw dyktowanych wolą przechowania substancji prawosławnej i zażegnania kryzysów, Tichon nigdy nie poszedł.
Ten pierwszy po kilkuwiekowej przerwie patriarcha Moskwy, jako jeden z nielicznych opisywanych w niniejszej książce nie umarł śmiercią męczeńską. Nie było mu to dane, zresztą z wyraźnej woli Lenina, który podkreślał w rozmowach ze swoimi współpracownikami, że nie pozwoli by zrobić z Tichona męczennika, symbol oporu. W więzieniu spędził, w porównaniu z innymi prawosławnymi hierarchami, także bardzo niewiele czasu, bo zaledwie kilkanaście miesięcy, a i to w areszcie domowym, a nie jedynym z okrutnych więzień sowieckiego reżimu. Umieszczenie go jednak w książce poświęconej męczennikom komunizmu nie jest przypadkowe. Trudno nie zgodzić się bowiem z o. Michaiłem Pol’skim, wskazującym, że „całe jego życie od momentu wstąpienia na tron patriarszy dokonywało się w walce i nieustannym bólu”. Jeszcze mocniej wyraził to w nekrologu opublikowanym w emigracyjnym piśmie „Put’” książe Grigorij Trubieckoj: „on był męczennikiem przez całe siedem i pół roku swojej pasterskiej posługi. Jego pełne miłości serce rozrywane było, gdy zabijano kolejnego biskupa, księdza czy świeckiego. Jeszcze bardziej cierpiał, gdy słabi popadali w błędy i ulegali pokusom, na które wystawiona była Cerkiew. On natężał wszystkie swoje siły, by uratować Cerkiew przez rozłamem”.
I
Piszący żywoty Tichona hagiografowie nie wahają się przed określeniem jego drogi życiowej, ale także wyglądu i stylu zachowania, jako jakby żywcem przeniesionego ze Świętej Rusi w XX wiek. I nie ma w tym nic zaskakującego, jeśli weźmie się pod uwagę, że Wasilij Biellawin (bo tak w życiu świeckim nazywał się późniejszy patriarcha) urodził się 19 stycznia 1865 roku w kapłańskiej od wielu pokoleń rodzinie, która żyła w maleńkiej wioseczce Klin (w dzisiejszym regionie twerskim), od której do najbliższej stacji kolejowej było ponad 200 wiorst. Także styl życia ojca rodziny Biellawinów był niezwykle tradycyjny. Ten duchowny żył i pracował, tak jak żyli i pracowali duszpastersko duchowni prawosławni dwieście czy trzysta lat temu. Dlatego też wysłał wszystkich swoich synów (jak to było w zwyczaju w tradycyjnych kapłańskich rodzinach) do seminarium duchownego, by tam przygotowali się oni do przejęcia po nim jego powołania.
W seminarium Wasilij wyróżniał się głównie pobożnością i dobrymi wynikami w nauce. Już wtedy koledzy (jedni z sympatii, a inni z niechęci do wierzącego kolegi) zaczęli na niego wołać „hierarcho”, gdy zaś trafił do Petersburskiej Akademii Duchownej, styl zachowania zjednał mu określenie „patriarcha”. Jednak wbrew oczekiwaniom kolegów po skoczeniu szkoły wyższej i otrzymaniu stopnia kandydata nauk teologicznych Wasilij wcale nie przyjął święceń kapłańskich, ani nie zdecydował się na zostanie mnichem. Zamiast tego, jako człowiek świecki, został skierowany do Pskowskiego Seminarium Duchownego w charakterze nauczyciela języka francuskiego. Po kilku latach pracy w seminarium 26-letni nauczyciel poprosił swojego biskupa o postrzyżyny mnisze. Otrzymuje je, a wkrótce potem przyjmuje święcenia kapłańskie i rozpoczyna błyskawiczną karierę duchowną. Najpierw zostaje inspektorem, a wkrótce potem rektorem Chełmskiego Seminarium Duchownego (jednocześnie będąc wyniesionym do godności archimandryty). W diecezji tej zostaje też wyniesiony do godności biskupa lubelskiego (wikariusza biskupa chełmskiego). Na tym stanowisku pozostaje rok, by później wyjechać na misję na Alaskę i do Stanów Zjednoczonych.
Tam, opiekując się Aleutami, ale też aktywnie uczestnicząc w powoływaniu dziesiątków parafii prawosławnych, spędził siedem lat. Jego zasługi dla rozwoju amerykańskiego prawosławia były tak wielkie, że prawosławni Amerykanie często odwołują się do jego wstawiennictwa, uznając go za jednego z patronów swojego kontynentu i Kościoła. W okresie tym tylko raz, na wniosek Świętego Synodu, przyjechał do Rosji. Mimo to jego praca była obserwowana i doceniana. Oberprokurator Świętego Synodu Konstanty Pobiedonoscew widząc jego zaangażowanie zarządził, by wyniesiono go do godności arcybiskupa i sprowadzono do Rosji. Tak też zrobiono i już w 1907 roku arcybiskup Tichon objął jedną z najstarszych diecezji ruskich w Jarosławiu. I tam nie zagrzał jednak długo miejsca, bowiem już kilka lat później został mianowany prawosławnym metropolitą Wilna. Posługę w tym mieście przerwała metropolicie I wojna światowa. Krótko po zajęciu miasta przez Niemców Tichon opuścił miasto wraz ze świętymi relikwiami i dokumentacją i udał się do Moskwy. Ucieczka z Wilna nie oznaczała jednak porzucenia posługi duchownej. Młody arcybiskup Tichon opiekował się rannymi żołnierzami, prowadził dzieła charytatywne, a nawet często podróżował na front. Jednocześnie oberprokurator Świętego Synodu j powołał go w skład kierowniczego ciała Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Gdy jednak nowym oberprokuratorem synodu został książe Lwow arcybiskup Tichon, wraz z innymi hierarchami, zrezygnował z uczestnictwa w nim. Kilku innych, mianowanych na swoje stanowiska przez Rasputina, odwołał sam Lwow, podkreślając, że ich powiązania z Rasputinem i podleganie mu jest absolutnie niedopuszczalne. Krótko potem w 1917 roku został wybrany przez mieszkańców i duchownych Moskwy na nowego arcybiskupa moskiewskiego. I już jako arcybiskup moskiewski wziął udział w obradach pierwszego od 217 lat Soboru Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.
II
Jedną z najgoręcej dyskutowanych kwestii na Soborze była kwestia odnowienia patriarchatu moskiewskiego. Paradoksalnie opowiadali się za tym i konserwatywnie nastawieni hierarchowie, dla których oznaczało to silną władzę biskupią, jak i świeccy intelektualiści, którzy – z jednej strony chcieli przywrócić tradycje rosyjskiego prawosławia – a z drugiej byli przekonani, że nowy patriarchat powinien być – by posłużyć się terminem Aleksego Chomiakowa – soborny, otwarty na opinię szeregowych duchownych i świeckich. Istniała jednak także, wcale nie mała grupa, delegatów, którzy byli całkowicie przeciwni powołaniu patriarchy i opowiadali się za jakąś formą grupowego zarządzania Cerkwią prawosławną. Ostatecznie jednak dyskusję między oboma grupami zakończyli chłopscy, świeccy delegaci na Sobór. „Nie mamy już cara. Nie mamy ojca, którego moglibyśmy kochać. Synodu kochać się nie da, i dlatego potrzebny jest nam patriarcha. Z takim przesłaniem zostałem tu posłany” – miał powiedzieć jeden z uczestników Soboru. I właśnie ta opinia miała zwyciężyć. Było to tym łatwiejsze, że ostatecznie wszyscy przeciwnicy powołania patriarchy opuścili sobór po przegranym przez siebie głosowaniu.
Decyzja o powołaniu nowego patriarchy postawiła przed Soborem zadanie określenia metody wyboru nowego patriarchy. Ostatecznie przyjęta procedura wyborcza była dwuetapowa. Najpierw Sobór większością głosów wybrał trzech kandydatów na patriarchę, a później stary mnich, stając przed ikoną Matki Bożej, wylosował jednego z nich. W ten sposób chciano zachować zarówno wpływ hierarchów, księży i wiernych na wybór nowego kandydata, jak i dać ostateczny głos Bogu. I właśnie w ten sposób padł wybór na nowego metropolitę moskiewskiego, który w pokorze przyjął los jaki zgotował mu Sobór. „Umiłowani w Chrystusie ojcowie i bracia! Po wyniesieniu mnie do tej godności powiedziałem: dziękuje i przyjmuję, choć z lękiem. Oczywiście wielkie jest moje dziękczynienie Bogu za Jego niewypowiedzianą miłość do mnie. Wyrażam też wielką wdzięczność członkom Świętego Wszechrosyjskiego Soboru za wybranie mnie do grona kandydatów na tron patriarszy – mówił nowowybrany patriarcha. – Wieść o wybraniu mnie na patriarchę jest dla mnie tą księgą, która rozwinięta została przed prorokiem Ezechielem, a na której opisane były »narzekania, wzdychania i biadania« (Ez. 2, 10). Zapewne i ja będę musiał wylewać łzy i wzdychać na postawionym przede mną patriarszym tronie, szczególnie w obecnej niezwykle ciężkiej chwili! Tak jak starożytny wódz narodu żydowskiego, tak i ja zapewne będę mówił do Pana: »Czemu tak źle się obchodzisz ze sługą swoim, czemu nie darzysz mnie życzliwością i złożyłeś na mnie cały ciężar tego ludu? Czy to ja począłem ten lud w łonie albo ja go zrodziłem, żeś mi powiedział: Noś go na łonie swoim, jak nosi piastunka dziecię, i zanieś go do ziemi, którą poprzysiągłem dać ich przodkom? (…) Nie mogę już sam dłużej udźwignąć troski o ten lud, już mi nazbyt ciąży« (Lb 11, 11-14). Od teraz to do mnie należy troska o wszystkie rosyjskie cerkwie i to ja powinienem za nie codziennie umierać. (…) Ale niech będzie wola Boża! Znajduję umocnienie w tym, że nie szukałem tej godności, ona przyszła do mnie wbrew mojej woli, i nawet wbrew woli ludzi, według wyboru Bożego. Wierzę, że Bóg, który wezwał mnie do tej posługi, przez swoją wszechmocną łaskę da mi siły do niesienie tego brzemienia, które zostało na mnie nałożone i uczyni je brzemieniem lekkim. Pocieszeniem i umocnieniem jest dla mnie także to, że wybór ten dokonał się nie bez udziału Przeświętej Bogurodzicy”.
Tichon czas przed wyniesieniem do godności patriarszej spędził na modlitwie w Ławrze troicko-sergiejewskiej. Sobór natomiast w tym samym czasie zajął się odnowieniem zapomnianych już rytów intronizacji nowego patriarchy. Liturgia objęcia tronu patriarszego odbyła się ostatecznie 21 listopada 1917 roku. Po otrzymaniu symboli władzy patriarszej Tichon wygłosił jedno z najpiękniejszych kazań w swoim życiu, w którym sformułował duszpasterski program swojego posługiwania. „Pan mówi do mnie: idź i służ tym, na których wciąż opiera się Ruska Ziemia. Ale nie pozostawiaj także tych owiec, które zabłądziły, tych, które skazane są na zgubę. Paś także je” – mówił nowy patriarcha, jednocześnie błagając Boga: „Panie rozgrzej moje serce miłością do wiernych Bożej Cerkwi”. „Posługa pasterska jest przecież przede wszystkim posługą miłości. Zagubione owce pasterz bierze przecież na ramiona” – zaznaczał Tichon, zastrzegając jednak, że w trudnych dla Rosji i rosyjskiej Cerkwi dniach, konieczne będzie także surowe traktowanie odstępców, a być może nawet ich wykluczenie z Kościoła.
III
To twarde oblicze patriarchy, nie cofającego się przed głoszeniem wprost ewangelicznej prawdy objawiło się już niespełna dwa miesiące po wyniesieniu go do godności patriarchy. Odpowiadając na nasilające się prześladowanie Cerkwi przez bolszewików Tichon wydał specjalne oświadczenie, w którym jednoznacznie potępił takie zachowania i nałożył anatemę na rewolucjonistów. Charakterystyczne jest jednak, że dokument ten, patriarcha wydał wyłącznie w swoim imieniu, między kolejnymi sesjami Soboru, tak by władze sowieckie nie mogły prześladować za jego treść świeckich i duchownych prawosławnych, ale by odpowiedzialność za anatemę na komunistów spadła wyłącznie na samego patriarchę. Tej ostrożności trudno się nawet dziwić, jeśli przeczyta się treść „Posłania” wydanego przez patriarchę 19 stycznia 1918 roku.
„Ciężkie czasy przeżywa obecnie Święta Prawosławna Cerkiew Chrystusowa w Ziemi Ruskiej. Tajni i jawni wrogowie prawdy Chrystusowej rozpętali prześladowanie tej prawdy, tak by doprowadzić do unicestwienia dzieła Chrystusowego, i by zamiast chrześcijańskiej miłości wszędzie siać ziarna złości i nienawiści, bratobójczej walki.
Zapomniane i odrzucone zostało Chrystusowe przykazanie miłości bliźniego: codziennie dochodzą do nas wieści o przerażających i zwierzęcych zabójstwach całkowicie niewinnych, a niekiedy w szpitalnych łóżkach leżących ludzi, których jedyną winą było to, że z honorem wypełniali obowiązki wobec Ojczyzny (…)
Wszystko to napełnia nasze serce głębokim, bolesnym żalem i zmusza do zwrócenia się do tych zaprzańców rodzaju ludzkiego groźnym słowem napiętnowania i napomnienia, według nakazu Apostoła: „trwających w grzechu upominaj w obecności wszystkich, żeby także i pozostali przejmowali się lękiem” (1 Tm 5, 20).
Opamiętajcie się, nierozumni, zaprzestańcie swoich krwawych mordów. Przecież to, co robicie, jest nie tylko okrutne, ale w istocie jest to dziełem szatańskim, za które podlegać będziecie ogniowi piekielnemu w życiu przyszłym, ale też za które przeklnie was wasze potomstwo w życiu doczesnym, ziemskim.
Władzą, daną nam od Boga, zakazuje wam przystępować do sakramentów, nakładam na was anatemę, jeśli jeszcze nosicie chrześcijańskie imiona, i choć z urodzenia należycie do Cerkwi prawosławnej.
Zaklinam także was, wierne owce Prawosławnej Cerkwi Chrystusowej, nie miejcie nic wspólnego z tymi wrogami rodzaju ludzkiego, „usuńcie złego spośród was samych” (1 Kor. 5, 13).
Okrutne prześladowanie dotknęło także Świętą Cerkiew Chrystusową: pełne łaski sakramenty, oświetlające przyjście na świat człowieka czy błogosławiące święty związek rodziny chrześcijańskiej, otwarcie uznawane są za niepotrzebne i fałszywe; święte świątynie są albo niszczone za pomocą śmiercionośnej broni (święte sobory Kremla), albo okradane i profanowane (…), czczone przez lud wierny klasztory (…) są przechwytywane przez bezbożne władze i obwieszcza się, że są one własnością narodu; szkoły założone ze środków Cerkwi prawosławnej i przygotowujące pasterzy i nauczycieli wiary, uznawane są za niepotrzebne i przekształcane w szkoły niewiary i rozsadniki niemoralności.
Własność monasterów i cerkwi prawosławnych odbiera się pod pozorem tego, iż jest ona dobrem społecznym, ale odbywa się to bezprawnie i wbrew woli samego narodu… I wreszcie władza, która obiecała przywrócić na Rusi prawo i sprawiedliwość, zabezpieczyć wolność i porządek, sama przejawia tylko wyuzdaną samowolę i nieustanną przemoc nad wszystkimi, a w szczególności nad Rosyjską Cerkwią Prawosławną.
(…)
Wzywam was wszystkich , wierzących i wiernych Cerkwi, stańcie w obronie prześladowanej i niszczonej waszej Świętej Matki.
Wrogowie Kościoła przechwytują władzę nad nią i jej własnością za pomocą śmiercionośnej broni, a wy przeciwstawcie się im siłą waszej wiary, naszego wielkiego narodowego wołania, które zatrzyma szaleńców i ukaże im, że nie mają prawa nazywać siebie wyrazicielami dobra narodowego, stroicielami nowego życia, prowadzonymi przez mądrość ludu, bowiem działają oni właśnie wbrew woli ludu.
A jeśli trzeba będzie cierpieć za dzieło Chrystusowego, wzywam was, umiłowani wierni do tych cierpień słowami świętego Apostoła: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (Rz. 8, 35).
A wy, bracia arcypasterze i pasterze, nie traćcie ani jednej godziny w waszych duchowych zadaniach, z płomienną gorliwością wzywajcie waszą owczarnię do obrony odbieranych obecnie praw Cerkwi prawosławnej, bez zwłoki twórzcie duchowe porozumienia, wzywajcie nie przymusem, ale za pomocą dobrej woli do stawania w szeregach duchowych bojowników, którzy sile zewnętrznej przeciwstawiają moc swojego świętego uduchowienia. A my twardo przypominamy, że wrogowie Cerkwi zostaną rozgromieni mocą Krzyża Chrystusowego, bowiem nieprzerwana jest obietnica Chrystusa „zbuduje mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą”.
Nie była to zresztą jedyna tak jednoznacznie wyrażona opinia patriarchy w istotnych kwestiach polityczno-społecznych. Po podpisaniu pokoju brzeskiego między bolszewicką Rosją a Niemcami patriarcha wypowiedział się po raz kolejny. „Ten pokój, podpisany w imieniu narodu rosyjskiego, nie doprowadzi do braterskiego współistnienia narodów. Nie ma w nim fundamentów uspokojenia i prawdziwego pokoju, w nim zasiane są natomiast nasiona zła i nienawiści do człowieka. Zawarte są w nim zarodki nowych wojen i zła dla całej ludzkości”– napisał Tichon w liście z 18 marca 1918 roku. Ostatnią wielką wypowiedzią patriarchy na tematy polityczne był list skierowany w pierwszą rocznicę rewolucji październikowej do Rady Komisarzy Ludowych, wysłany do władz, wbrew woli zdecydowanej części Synodu, którego członkowie zaczęli zwyczajnie obawiać się o życie patriarchy. „Wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną (Mt 26, 52). To proroctwo Zbawiciela kieruję do Was, obecnych strażników losów naszej Ojczyzny, którzy nazywacie siebie komisarzami „ludowymi”. Od całego roku trzymacie w rękach władzę państwową…, ale rzekami przelana krew naszych braci, bezlitośnie zamordowanych na wasze wezwanie, woła o pomstę do nieba i zmusza Nas do powiedzenia wam mocnego słowa prawdy (…) Rozdzieliliście naród na wrogie sobie części i doprowadziliście go do niesłychanie okrutnej bratobójczej walki (…) Nie Rosji potrzebny był zawarty przez was pokój z zewnętrznym wrogiem, a wam, którzy planujecie zniszczyć wewnętrzny świat: nikt już czuje się bezpiecznie, wszyscy żyją w nieustannym strachu prześladowania, grabieży, wysiedlenia, aresztowania lub rozstrzelania” – grzmiał patriarcha w liście skierowanym do władz sowieckich, i zastrzegał „wiem, że te nasze uwagi spowodują w was jedynie złość i niezadowolenie, i że będziecie szukać w nich okazji do oskarżenia Nas o sprzeciw wobec władzy. Ale naszym zadaniem jest oceniać ziemską władzę”. Tak jednoznaczne potępienia bolszewików wcale nie oznaczały zajęcia pozycji politycznych, zbliżonych do kontrrewolucyjnych białych. Patriarcha Tichon od samego początku jak mógł unikał bowiem jakichkolwiek jednoznacznych deklaracji ściśle partyjno-politycznych. Gdy zgłosił się do niego uciekający z Moskwy do armii białych Książe Trubieckoj i poprosił o osobiste błogosławieństwo dla jednego z walczących przeciw sowietom dowódcy, patriarcha łagodnie odmówił. „Ja pozostaję w Rosji i nie chcę dawać jakichkolwiek okazji do zarzutów o mieszanie się Cerkwi do polityki” – miał wówczas powiedzieć Tichon. A później wielokrotnie apelował do podlegających sobie duchownych, by ci nie prowadzili antysowieckiej polityki, i wstrzymali się od politycznego zaangażowania.
Działalność polityczna (a dokładniej, by posłużyć się terminologią polskich katolików, podtrzymująca tożsamość Świętej Rusi) nie stała jednak w centrum życia patriarchy Tichona. Jego centrum i fundamentem była bowiem codzienna wielogodzinna modlitwa oraz sprawowana w niewielkiej cerkiewce liturgia. Posiłki, i to nie tylko dlatego, że bolszewicy odebrali patriarchatowi całą własność, także były w siedzibie patriarchy niezwykle skromne. Razowy chleb był podawany w niewielkich porcjach, a na obiad często były ziemniaki bez najmniejszej okrasy. Mimo jednak ubóstwa zawsze kiedy do jego siedziby zaglądały dzieci patriarcha moskiewski miał dla nich schowane w kieszeniach cukierki albo owoce.
IV
Na to spokojne i bardzo ubogie życie patriarchy cieniem kładły się wciąż dochodzące informacje o mordach duchownych i świeckich prawosławnych, o profanowanych świątyniach, relikwiach czy naczyniach liturgicznych. Sam patriarcha jednak przez długi okres czasu bezpośrednim prześladowaniom nie podlegał. Dopiero wielka kampania antyreligijna, rozpoczęta od nakazu konfiskaty naczyń liturgicznych, której celem było ostateczne rozprawienie się z Rosyjską Cerkwią Prawosławną i powołanie w jej miejsce posłusznej władzom sowieckim Żywej Cerkwi, zakończyła ten okres względnego, osobistego spokoju zwierzchnika rosyjskich prawosławnych. Gdy władze sowieckie wydały nakaz konfiskaty, patriarcha zareagował wydanym 28 lutego listem, w którym jednoznacznie sprzeciwiał się decyzjom władzy. „Nie możemy zgodzić się na wyniesienie ze świątyń, choćby za pomocą dobrowolnych darów, świętych przedmiotów, których używanie do celów innych niż liturgiczne jest zakazane przez Kanony Kościoła Powszechnego i które karane jest jak profancja - u świeckich skutkując ekskomuniką, a u duchownych wyrzuceniem ze stanu kapłańskiego” – napisał wówczas Tichon. A władze odpowiedziały natychmiastowym osadzeniem go w areszcie domowym i zmasowaną akcją mordowania świeckich i duchownych prawosławnych, wiernych kanonom i wspierania rozłamowców, którzy chcieli stworzyć Cerkiew całkowicie wierną władzy sowieckiej.
Aby stało się to możliwe konieczne było albo skłonienie do współpracy patriarchy Tichona, albo jego usunięcie. Dlatego już 2 maja 1922 roku, gdy przygotowania do przejęcia władzy w Cerkwi przez odnowlieńców szły już pełną parą w GPU powstała specjalna notatka, w której nakazano wezwanie patriarchy i nakazanie mu opublikowania dekretu, w którym ekskomunikowałby on wszystkich monarchistycznych oraz antysowieckich duchownych zagranicznych, a także nakazał im wydanie ze świątyń na potrzeby głodujących (także pozostających poza Związkiem Sowieckim) wszystkich naczyń liturgicznych. „Jeśli Tichon odmówi wypełnienia wyżej wymienionych poleceń trzeba natychmiast go aresztować i przedstawić zarzuty” – napisano w notatce GPU. Wydanych poleceń oczywiście patriarcha nie wykonał, krótko potem (jak to już opisywałem) trafił więc do więzienia, a później został pozbawiony wszystkich funkcji przez wiernych sowieckim władzom odnowlieńców.

Od tego momentu władze komunistyczne rozpoczęły przygotowania do wielkiego, publicznego procesu patriarchy moskiewskiego. Miał on zostać oskarżony o „aktywną walkę z postanowieniami dekretu o oddzieleniu Kościoła i państwa:, przeciwdziałanie wydaniu relikwii; sprzeciw wobec zajęciu własności cerkiewnej oraz „systematyczną działalność kontrrewolucyjną”. Przygotowania do procesu były już tak bardzo zaawansowane, że najwyżsi urzędnicy sowieccy na poważnie dyskutowali, jaki wyrok powinien zapaść w jego sprawie. 10 kwietnia 1923 roku w notatce skierowanej do Józefa Stalina komisarz ludowy ds. stosunków zagranicznych sugerował, by Biuro Polityczne wydało sądowi zakaz wyroku śmierci w sprawie patriarchy Tichona. Georgij Cziczerin sugerował, że wyrok śmierci w tej sprawie wywołałby międzynarodowy skandal na niespotykaną wcześniej skalę i doprowadzić by mógł do zerwania przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Francję stosunków dyplomatycznych z Rosją Sowiecką. „Orzeczenie wyroku śmierci, a potem jego zmiana pod wpływem innych państw byłoby dla nas skrajnie niedogodne i mogłoby mieć nieobliczalne skutki. Dlatego doradzamy wcześniejszą rezygnację z wyroku śmierci”– napisał komisarz ludowy Cziczerin. Politbiuro jednak radę tę odrzuciło i przyznało sądowi prawo do wydania wyroku śmierci w sprawie patriarchy Tichona.
Życie uratował patriarsze nacisk wielkich mocarstw oraz brak wystarczających sukcesów w propagowaniu Żywej Cerkwi wśród wiernych. „Władzom w pełni udało się zasiać w Cerkwi rozdarcia i smutę, ale nie była ona w stanie doprowadzić do pełnego zwycięstwa odnowlieńców"– podkreśla Dymitr Pospiełowski. Dlatego zdecydowano się na próbę pozyskania patriarchy do realizacji bolszewickich planów politycznych. 11 czerwca 1923 roku przewodniczący Komisji Antyreligijnej E. M. Jarosławskij w poufnej notatce do Stalina zasugerował złożenie Tichonowi propozycji uwolnienia z aresztu, pod warunkiem pokajanie się za antysowieckie działania, odcięcia się od wszelkich organizacji kontrrewolucyjnych i monarchistycznych, potępienia działalności Soboru Karłowackiego i jego hierarchów oraz wyrażenia zgody na pewne reformy w Cerkwi (przede wszystkim zmiany kalendarza z juliańskiego na gregoriański).
I niestety patriarcha Tichon wyraził zgodę na wszystkie te warunki. Dlaczego tak się stało? Czy był to efekt jedynie lęku o własne życie, lub o przetrwanie instytucji kościelnych? Wiele wskazuje na to, że nie. „Patriarcha opowiadał później, że czytając w więzieniu gazety z każdym dniem był bardziej przerażony tym, że odnowlieńcy przechwytują Cerkiew” – notuje o. Polskij. To zaś oznaczało nie tyle zniszczenie Rosyjskiej Cerkwi prawosławnej, ile jej całkowite i nieodwracalne popadnięcie w herezję, odpadnięcie od żywego pnia Kościoła Chrystusowego i wprowadzanie w błąd wiernych prawosławnych. „I kiedy przedstawiono mu możliwość powrócenia do tej, bez jego woli porzuconej przez niego owczarni, i walki z zagrożeniem Żywej Cerkwi, nie zawahał się zapłacić za to ceny uznania władzy sowieckiej (…) Tym, którzy nie rozumieli jego decyzji patriarcha Tichon odpowiadał: »niech zginie moje imię w historii, byle tylko Cerkiew miała z tego pożytek«” – pisał w nekrologu niechętny jakimkolwiek ustępstwom wobec komunistom Książe Trubieckoj.
V
Cena to jednak była ogromna. Widać ją już w prośbie jaką 16 czerwca skierował do Sądu Najwyższego patriarcha Tichon. „Uważam za obowiązek swojego pasterskiego sumienie obwieścić, co następuje: Będąc wychowanym w monarchistycznym społeczeństwie i znajdując się do momentu aresztowania pod wpływem osób o poglądach antysowieckich, rzeczywiście byłem nastawiony wobec Władzy Sowieckiej, wrogo, przy czym ta wrogość ze stanu pasywnego niekiedy przechodziła w działania aktywne [by wymienić – przyp. autora] list po zawarciu pokoju brzeskiego, anatemę nałożoną na władze sowieckie i wreszcie sprzeciw wobec dekretu o zajęciu własności cerkiewnej z 1922 roku. Wszystkie moje antysowieckie działania zawarte są, z niewielkimi nieścisłościami, w akcie oskarżenia Sądu Najwyższego. Przyznając słuszność decyzji sądu o pociągnięciu mnie do odpowiedzialności w kwestii antysowieckiej działalności, kajam się za te postępki przeciw ustrojowi państwowemu i proszę Sąd Najwyższy o (…) uwolnienie mnie z aresztu. Zapewniam także Sąd Najwyższy, że nie jestem wrogiem władzy sowieckiej. Odcinam się także ostatecznie i zdecydowanie od wszelkiej, tak zagranicznej jak i wewnętrznej monarchistycznej, białogwardyjskiej kontrrewolucji” – napisał patriarcha.
Zapewnienia o wierności władzy sowieckiej i głębokiej skrusze z powodu trwającego wiele lat sprzeciwu wobec niej wyraził także Tichon w dwóch kolejnych listach, które wystosował do hierarchów i wiernych Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej 28 czerwca i 1 lipca 1923 roku. W dokumentach tych widać już jednak wyraźnie cel, dla którego patriarcha takie (poniżającego go) deklaracje składa. W liście z czerwca zwraca uwagę na nieważność odnowlieńczego soboru, który pozbawił go święceń biskupich i wydalił ze stanu mniszego, ale także wskazuje, że kolejne decyzje hierarchów Żywej Cerkwi, prowadzą do usunięcia Kościoła rosyjskiego, ze sfery ortodoksji; w lipcowym orędziu uzupełnia zaś, że rosyjskie prawosławie musi podjąć walkę z tymi, którzy w Polsce chcą odebrać mu jej własność, a także z protestantami, którzy w samej Rosji aktywnie nawracają prawosławnych. Ceną za możliwość przeciwdziałania tym zjawiskom stała się dla patriarchy właśnie deklaracja lojalności sowietom oraz późniejsze potępienie Soboru Karłowackiego i wszelkiej działalności antysowieckiej. „Cerkiew uznaje i popiera władzę sowiecką, bowiem nie ma władzy, która nie pochodziłaby od Boga. Cerkiew zanosi modlitwy za Rosję i władzę sowiecką. (...) Duchowni zobowiązani są szczegółowo wyjaśnić swoim wiernym, że Rosyjska Cerkiew Prawosławna, nie ma nic wspólnego z kontrrewolucją. Obowiązkiem pasterza jest wprowadzić do świadomości społecznej, że od teraz Cerkiew odwraca się od kontrrewolucji i opowiada po stronie władzy sowieckiej” – napisał Tichon wraz z kilkoma innymi biskupami w sierpniu 1923 roku.
Wypuszczenie na wolność i umożliwienie próby odzyskania wiernych i pasterzy, którzy popadli w herezję lub schizmę, nie oznaczało jednak końca prześladowań patriarchy. Każdy jego krok był nadal śledzony (zarówno przez władze sowieckie, jak i przez wiernych, którzy obawiając się, że może on zostać porwany, wciąż trzymali wokół niego straże), a wśród jego współpracowników umieszczano kolejnych donosicieli. Gdy ktoś stał sowietom na drodze do pełni informacji natychmiast był usuwany. Tak było z jednym z najbliższych współpracowników patriarchy Jakow Połozow, który został zamordowany w dońskim monasterze w grudniu 1923 roku. Rok później władze ponownie zaczęły rozważać przeprowadzenie wielkiego procesu Tichona. Świadectwem tego były pojawiające się w prasie kijowskiej wezwania do ukarania patriarchy. On sam odrzucał wszystkie oskarżenia i zapewniał o lojalności wobec władz sowieckich. Nie na wiele się to jednak zdało, bo choć władze pozwoliły mu na spotkania z wiernymi, to jednocześnie uniemożliwiały jakiekolwiek działania pasterskie. „Lepiej byłoby znajdować się w więzieniu, ja przecież tylko pozornie jestem na wolności, a w rzeczywistości nic zrobić nie mogę. Gdy posyłam hierarchów na południe, oni jadą na północ, kiedy posyłam ich na zachód, oni jadą na wschód” – żalił się Tichon swoim najbliższym współpracownikom. Nie skłoniło go to jednak do zmiany linii. Lojalności wobec władzy sowieckiej (ostrożnej, ale jednak) pozostał wierny do końca. Jeszcze w ostatnim przesłaniu z 14 kwietnia 1925 roku, które niektórzy uważają za sfałszowane, potępiał on działalność emigracyjnych biskupów i zapewniał o całkowitej lojalności Cerkwi wobec władz, zastrzegając jednak, że w kwestiach wiary konieczna jest całkowita ortodoksja.
Konieczność nieustannego lawirowania, ale też okres więzienia sprawiły, że w 1925 roku patriarcha zapadł na zdrowiu. W szpitalu spędził ponad trzy miesiące, i choć lekarze byli zdania, że zdrowieje, zmarł 25 marca 1925 roku. Po jego śmierci zaczął się jeden z najtrudniejszych okresów w historii Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, z którego mogła ona wyjść między innymi dlatego, że dzięki trudnej decyzji Tichona, udało się zwyciężyć schizmę odnowlieńców, a jego przykład przez lata pokazywał, że nawet deklarując wierność komunistom, można zachować godność i niezależność…
Tomasz P. Terlikowski
Tekst ten ukazał się w książce "Męczennicy komunizmu" wydanej przez wydawnictwo Rafael w roku 2008.

