60-letni Klaas Hendrikse, duchowny Protestanckiego Kościoła Niderlandów, jest pastorem od ponad 20 lat w parafii w Middelburgu oraz w sąsiedniej wsi. Nie wiadomo dokładnie kiedy stracił wiarę. Ale dwa lata temu postanowił zadeklarować to światu.

Swoje duchowe rozterki opisał w książce "Wierzyć w Boga, który nie istnieje - Manifest ateistycznego pastora". To wtedy zrobiło się o nim głośno. Media żyły tym tematem od 2007 roku, co przymnożyło zarówno pastorowi jak i jego zwierzchnikom sporo problemów. W końcu pojawiło się pytanie, czy pastor nie powinien ponieść konsekwencji za swoje ateistyczne manifestacje. Co dokładnie deklarował duchowny?

- Nieobecność Boga nie jest dla mnie przeszkodą, a pierwszym warunkiem, by w niego wierzyć. Jestem ateistycznym wierzącym. Bóg to nie jest dla mnie byt, ale słowo przez które coś może się między ludźmi wydarzyć. Na przykład ktoś mówi do Ciebie 'nie porzucę cię' i te słowa przechodzą w czyn. To byłoby całkowicie właściwe nazwać taką relację Bogiem - pisał Hendrikse w swojej książce.

Ale jak tu ukarać pastora-ateistę? Przecież owa publikacja to kwintesencja liberalnego podejścia do wiary i emanacja indywidualnych poszukiwań jednostki. Co więcej, przed laty Kościół Niderlandów stwierdził, że prowadzenie postępowania dyscyplinarnego przeciwko urzędującemu duchownemu jest sprzeczne z prawem kościelnym.

W liście do wiernych kongregacji holenderskiej prowincji Zeeland zwierzchnicy Hendrikse orzekli, że nie mają zamiaru wszcząć postępowania dyscyplinarnego przeciw pastorowi.

Swoją decyzję tłumaczą oględnie, że zajmowanie się sprawą "będzie prowadzić do przedłużającej się dyskusji, z której i tak na koniec nie wyniknie nic przejrzystego". Duchowni twierdzą, że debatę na temat książki można uznać za zakończoną. Czy zastanowiło ich, jaką Dobrą Nowinę głosi pastor podczas nabożeństw?

 

AJ/Ekumenizm.pl

 

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »