- Ks. Jerzy miał słabość do gadżetów mechanicznych i elektronicznych. Fascynowały go nowe typy telefonów, samochody. Miał kolorowy telewizor na pilota, co nie było wtedy tak powszechne jak dziś. To go bawiło w szarym czasie PRL. Lubił też dostawać solidarnościowe i niepodleglościowe znaczki do wpinania i pamiątki.

 

Trudno to nazwać pasją, ale bardzo lubił palić papierosy. Ciekawostka polega na tym, że tymi papierosami trochę lubił prowokować funkcjonariuszy SB, gdy wzywali go na kilkugodzinne przesłuchania do Pałacu Mostowskich. Jedna z jego znajomych z parafii św. Stanisława Kostki dawała mu papierosy John Player Special w czarnym pudełku, mówiąc mu, że to są dla niego specjalne papierosy od Reagana, że skrót JPS to znaczy: Jerzy Popiełuszko Solidarność. On podczas przesłuchań kładł ostentacyjnie pudełko z papierosami na biurku esbeków, częstował ich nimi, ale nie brali. Prowokował ich trochę, bo oni palili śmierdziuchy jakimi były wtedy Klubowe.

 

Ks. Jerzy lubił też turystykę. Chodził jednak zazwyczaj samotnie po górach i modlił się. Często jeździł też do Dębek nad morze, ale nie kąpał się. Lubił przebywać nad wodą, ale jednocześnie bał się jej, bo miał do niej uraz, odkąd w wojsku podczas ćwiczeń został wrzucony do wody i o mało się nie utopił. Bardzo dużo czytał. Lubił poezję i klasyków: Mickiewicza, Słowackiego czy Kraszewskiego. Czytał książki historyczne, niezależne z drugiego obiegu, a także literaturę o rozwoju duchowym. Lubił też śpiewać wieczorem pieśń: „Panience na dobranoc”, codziennie tuż przed zaśnięciem – dodaje Kotański.

 

Not. Jarosław Wróblewski