Francuski rząd, jak za dawnych lat, czuję nieustającą miłość do Rosji. Ale nie chodzi tutaj o umiłowanie rosyjskiej literatury, ale o miłość do ideologii i do dyktatorów. Dziś Rosja atakuje Ukrainę, państwa zachodniej Europy nakładają sankcje na Rosję (choć nieudolnie), Putina traktuje się jak terrorystę (KGB-sta to terrorysta) a Paryż wysyła mu zaproszenie, jakbyt nigdy nic na obchody rocznicy lądowania aliantów w Normandii. To jednym słowem uznanie przez Paryż działań Putina wobec Ukrainy.

Jak Putin zjawi się w Paryżu na rocznicy będzie wśród takich gości jakkanclerz Niemiec Angela Merkel, królowa Wielkiej Brytanii Elżbieta II i prezydent USA Barack Obama. "Kreml nie wyklucza, że prezydent Rosji przyjedzie w czerwcu do Francji. Rzecznik Putina Dmitrij Pieskow potwierdził gazecie Izwiestija fakt otrzymania zaproszenia. Zastrzegł, że na razie nie zapadła decyzja w sprawie udziału prezydenta w uroczystościach".

Czy Paryż jest aż tak lekkomyślny, czy może faktycznie Francja nie widzi żadnego problemu w militarnej agresji Rosji na Ukrainę? Ukąszenie komunistyczne nadal odczuwalne jest we Francji.

mod/IAR