Wcześniejsze publikacje na ten temat pokazywały, że Francja była przeciwna ostrej krytyce rosyjskich działań w związku z wojną rosyjsko-gruzińską. Paryż argumentował, że lepiej ostrym stanowiskiem nie zadrażniać stosunków z Kremlem. Francuskie władze dążąc do wznowienia przerwanych przez wojnę gruzińsko-rosyjską negocjacji z Moskwą posunęły się natomiast do szantażu wobec swoich partnerów z UE - Polski i Szwecji.

Francja zagroziła zablokowaniem Partnerstwa Wschodniego, jeśli Szwecja i inni przeciwnicy powrotu do „business as usual" w relacjach z Moskwą odmówią wznowienia rozmów Unia – Rosja. Kiedy decyzja o rozmowach w sprawie porozumienia o partnerstwie i współpracy została podjęta, Szwecja i Polska dostały zielone światło na kontynuowanie projektu – napisał w depeszy Robert Silverman, chargé d'affaires amerykańskiej ambasady w Sztokholmie.

Pomimo wynegocjowanego przez prezydenta Francji (Francja stała wówczas na czele Unii Europejskiej) zawieszenia broni, Rosja nie spełniała podstawowego warunku, jakim było wycofanie wojsk na pozycje sprzed konfliktu. Sarkozy, nie zwracając na to uwagi, zdawał się mimo wszystko dążyć do wznowienia zawieszonych przez Unię Europejską negocjacji w sprawie umowy gwarantującej intratną współpracę gospodarczą z Rosją. Wówczas Polska i Szwecja stanowczo sprzeciwiały się kontynuowaniu negocjacji do czasu wypełnienia przez Rosję warunków rozejmu z Gruzją. Okazuje się, że prezydent Francji postanowił wykorzystać wszelkie możliwe sposoby, byle tylko sfinalizować umowę o współpracy gospodarczej z Rosją.

Szantaż w stosunkach międzynarodowych stosuje się niezwykle rzadko. Jeśli te doniesienia są prawdziwe, to dają podstawy do niepokoju – stwierdził w rozmowie z „Rzeczpospolitą" eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski.

żar/Wpolityce.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »