Zwolennicy parytetów chcą zagwarantować kobietom 30 proc. miejsc na listach wyborczych. - Chcemy zabezpieczyć się przed dyskryminacją kobiet. Ciągle zdarzają się listy, na których nie ma ani jednej - powiedziała posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, która pisze projekt.
Inaczej do sprawy podchodzi jej partyjna koleżanka, Magdalena Kochan. - Parytety są sztuczne. Czy to, że ktoś nosi wysokie obcasy albo spódnice, jest wystarczającym powodem, by był w polityce? - zastanawia się posłanka.
W grudniu do sejmu trafił projekt w sprawie parytetów autorstwa Kongresu Kobiet Polskich. Feministki chcą 50 proc. miejsc na listach dla przedstawicielek płci pięknej.
sks/GW
Zobacz także:
Szwecja kończy z parytetami na uczelniach w imię... równości płci
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

