32 śmiałków zasiliło w środę szeregi najmniejszej armii świata. Będą wiernie służyć papieżowi, ale i pilnować bezpieczeństwa w Watykanie. Czy kiedyś dołączą do nich kobiety? Dowódca gwardii Daniel Anrig nie wyklucza, że pewnego dnia będzie to możliwe.
Gwardia Szwajcarska, chociaż mała liczebnie, jest prestiżową jednostką. Obecnie, aby ubiegać się o przyjęcie w jej szeregi, trzeba być mężczyzną między 19 a 30 rokiem życia, obywatelem Szwajcarii, a w dodatku katolikiem cieszącym się nienaganną opinią moralną. Gwardia liczy całe 110 osób. Ale to i tak stanowi ponad 10 proc. mieszkańców państwa Watykan - papież Jan Paweł II miał niegdyś z tego powodu nazwać je najbardziej zmilitaryzowanym państwem świata.
By w kolorowych mundurach na Placu Świętego Piotra stanęły kobiety, potrzebna byłaby zgoda watykańskiego sekretariatu stanu. W 503 letniej historii Gwardii zakrawałoby to na prawdziwą rewolucję. Na razie istnieją jednak czysto praktyczne przeszkody – koszary są przepełnione i nie ma tam miejsca, które można by wydzielić na żeńską część.
Komentatorzy jednak już samo oświadczenie dowódcy gwardii o możliwości przyjęcia kobiet okrzyknęli wydarzeniem. Jak przypomina agencja ANSA, poprzedni dowódca Gwardii, Elmar Maeder takiej myśli w żadnym razie do siebie nie dopuszczał. - Nigdy żadnej kobiety - oświadczał kategorycznie. Ale jego 36-letni następca ma zupełnie inne zdanie. Kobieta w kolorowym mundurze u bram Watykanu? - To może być możliwe, według mnie - mówi Daniel Anrig.
AJ/Timesonline.co.uk
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

