I nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Każdy bowiem, kto kiedykolwiek był w konfesjonale wie, że nie ma w nim narzędzi tortur, brakuje biczy, a i nieczęsto zdarza się, by ksiądz uderzył kogoś po plecach różańcem... A na poważnie każdy, kto kiedykolwiek w nim był wie, że istotą spowiedzi jest przebaczenie, a nie torturowanie. Dziennikarze „GW” i to na pierwszej stronie oznajmiają zaś o tym, jakby było to największe odkrycie czy wręcz ogromna zasługa Ojca świętego Franciszka.

Nie inaczej jest z włoskimi mediami. W nich, jak informował wczoraj PAP „szczególny rozgłos nadano słowom Franciszka o tym, że kobiecie, która poddała się aborcji i szczerze tego żałuje, należy się miłosierdzie”. To właśnie ma być dowód rewolucyjności. Z tego zaś, co mi wiadomo, każdy grzesznik (każdemu - takie wyjaśnienie - to znaczy również kobiecie, która poddała się aborcji), który szczerze żałuje może zanurzyć się w Miłosierdziu Pana. Bł. Jan Paweł II i Benedykt XVI (a można tak wymieniać jeszcze dalej kolejnych biskupów papieży) nauczali dokładnie tego samego...

Na całą tą sprawę można jednak spojrzeć także pozytywnie. Otóż dzięki temu niewątpliwe odlotowi czytelnicy mainstreamowych mediów mogą wreszcie dowiedzieć się o tym, co jeszcze do niedawna było dla nich niedostępne... I może już niebawem tłumy zachęconych brakiem w konfesjonałach narzędzi tortur wyruszą do kościołów i zaczną się spowiadać.

Tomasz P. Terlikowski