Jak ujawnił w rozmowie z portalem Fronda.pl Maciej Gawlikowski, z akt IPN wynika, że Skorus od początku 1982 r. był zarejestrowany przez Wydział III SB w Katowicach na zasadach dobrowolności. Sprawa zaangażowania Skorusa stanie wojennym wypłynęła w filmie o Konfederacji Polski Niepodległej „Pod prąd”. Znajdują się w nim fragmenty "Dziennika Telewizyjnego", który emitował wówczas uderzający w opozycję cykl "Archiwum 'Solidarności". Film zamówiony przez „Dwójkę” przeszedł pozytywnie kolaudację, by... spocząć w magazynie. Rzecznik TVP Stanisław Wojtera nie chciał komentować zamieszania wokół Jacka Skorusa.

I dlatego film o KPN poszedł do szafy?

- Głównym programem informacyjnym w jednym z kanałów publicznej telewizji kieruje propagandzista stanu wojennego, notowany jako współpracownik SB, a media milczą – powiedział w rozmowie z nami Gawlikowski. Sprawę opisał w piątek "Nasz Dziennik”. - Jest problem w telewizji z panem Skorusem – powiedział gazecie przewodniczący Rady Nadzorczej TVP Bogusław Szwedo.

- Taki człowiek powinien czuć sytuację i odejść – ocenia w rozmowie z portalem Fronda.pl członek Rady Etyki Mediów Maciej Iłowiecki. - Nie powinien absolutnie pracować w programach informacyjnych, bo zawsze będzie niebezpieczeństwo, że będzie albo segregował materiały, albo tak je okrajał, żeby chronić siebie lub swoich kolegów – wyjaśnia.

- To efekt nieprzeprowadzenia lustracji wśród dziennikarzy – ocenia Janina Jankowska, do niedawna członek zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. - Szef programu informacyjnego to stanowisko zaufania publicznego. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, kto zajmuje się przygotowywaniem dla niej wiadomości. Środowisko dziennikarskie powinno zażądać od Jacka Skorusa oświadczenia lustracyjnego – tłumaczy.

Zdaniem Rafała Ziemkiewicza, to właśnie fragmenty dotyczące Skorusa blokują emisję filmu w telewizji. Co na to Szwedo? - Jestem za emisją, to nie jest problem Gawlikowskiego, to niech Skorus się wstydzi – stwierdził cytowany przez „Nasz Dziennik”.

"No name", który dobrze pracuje

Skąd Jacek Skorus wziął się na Woronicza? Nawet pracownicy TVP nie potrafią precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie. - Taki człowiek „no name” - dowiadujemy się u pracowników TVP2. Nawet przeciwnicy nowego szefa "Panoramy" przyznają jednak, że jest dobrze przygotowany do pełnienia swojej funkcji.

Tyle, że problem w tym przypadku nie leży w kompetencjach. - To nie do pomyślenia np. w Niemczech, żeby agenci Stasi byli dziennikarzami. Tam standardy są ściśle przestrzegane – mówi Ziemkiewicz. - Skoro uważamy Niemcy za cywilizowany kraj, to taki Skorus nie ma racji bytu w polskiej publicznej telewizji.

Skorus filmu i teczki nie widział

Sam Jacek Skorus nie widzi jednak powodu do wstydu. W rozmowie z portalem Fronda.pl powiedział, że filmu Gawlikowskiego nie widział, a w Dzienniku Telewizyjnym był tylko lektorem i nie pamięta konkretnych materiałów. Przyznał też, że jeśli mówił, iż stan wojenny był mniejszym złem to było to całkowicie zgodne z jego przekonaniami, których do dziś w tej sprawie nie zmienił. Nie widział też swojej teczki i nie wie, co się w niej znajduje. Zapewnia jednak, że nikomu krzywdy nie wyrządził.

Skorus na jesieni ub. r. z rekomendacji SLD został szefem „Panoramy”, zastępując na tym stanowisku Jacka Karnowskiego, który przeszedł do „Wiadomości”. Od 1981 r. pracował w katowickim oddziale TVP, będąc m. in. reporterem, wydawcą, prezenterem, kierownikiem redakcji informacji oraz publicystyki. A przez ostatnie lata (2002-2007) był wydawcą programów publicystycznych w TVP 3 ("Echa dnia" i "Gość dnia").

Mariusz Majewski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »