- Myślę, że to jest w sumie niezłe uczczenie pamięci katastrofy, na tyle tego, co się wyprawia dookoła niej, tego nieludzkiego cyrku, który pamięć tych nieszczęsnych ludzi depcze w jakimś sensie, używając jej politycznie, więc ją ośmieszając – uważa pisarz. Jego zdaniem wszyscy zapomnieli już o ofiarach katastrofy. – Mamy jakąś karykaturę pamięci i to jest zasługa tych, którzy o nią walczyli. Więc mają, co chcieli, a ja będę miał barana Smoleńsk – mówi Stasiuk.
Pisarz ma także pewność, co się wydarzyło w Smoleńsku, i nie czeka już na wyjaśnienia przyczyn katastrofy. - Cóż wyjaśniać? - pyta. - Była mgła, źle polecieli, za dużo wsiadło do jednego samolotu generalicji i spadli. Smutne, ale zdarza się – powiedział tygodnikowi „Wprost”.
Wątpliwości, zastrzeżenia nie zasnuwają mgłą jego umysłu. Myśli nie mają zwyczajnie dostępu do jego głowy. On wie, ma pewność i głęboko gardzi tymi, co nie wiedzą i pozwalają sobie na wątpliwości. I właśnie ta jego wypowiedź najlepiej pokazuje, że Stasiuk wcale nie musi sobie kupować barana. On spokojnie może sam udać się do urzędu stanu cywilnego i zmienić imię lub nazwisko na Smoleńsk. Wyjdzie na to samo. I to i to jest baran.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

