Hakerskie ataki na portal Fronda.pl stały się dla redaktora Maziarskiego świetną okazją do wykpienia nie tylko naszego portalu, ale w ogóle szeroko pojętego środowiska prawicowego. „Okazało się, że bzdury opowiadane przez prawicę są dziełem nieznanego sprawcy”, którego miał zdemaskować redaktor Frondy Tomasz Terlikowski.
Maziarski, najwidoczniej nie posiadając już żadnych rzeczowych argumentów, sięgnął po co coś, co użyć jest najwygodniej. Po kpinę i wyśmianie nas jako redakcji, i szerzej – dziennikarzy innych portali prawicowych. Bowiem zdaniem redaktora, wszelkie „kompromitujące głupoty”, jakie wychodzą spod naszych palców są dziełem właśnie wytropionego hakera. A czym pan Maziarski wytłumaczy kłopoty portalu Fronda.pl, który już od trzech dni atakowany jest przez hakerów, co całkowicie uniemożliwia jego normalne funkcjonowanie? Już spieszę z odpowiedzią, aby redaktor nie musiał się nadto wysilać. Otóż, panie Maziarski sami się zaatakowaliśmy! Nie dość, że w ten sposób możemy wykaraskać się z naszych „głupot”, to jeszcze wszyscy o nas piszą. Swoją cenną uwagę zechciały poświęcić nam redakcje nie tylko Wpolityce.pl i Gosc.pl, ale także Onet.pl, Natemat.pl, nie wspominając już zainteresowania, jakie przejawiała (i wciąż przejawia) naszym (nie)istnieniem „Gazeta Wyborcza”. Panie redaktorze, toż to najlepszy sposób na zwrócenie na siebie uwagi, zwłaszcza wtedy jak już schodzi się ze sceny, a każdy felietonik traktuje jak „być, albo nie być” w medialnym świecie!
- Trzymamy kciuki za informatyków. Po zatkaniu Frondy powinni zabrać się za inne dziurawe witryny, np. wpolityce.pl. Tutaj Antoni Kościuszko zaczął dopisywać kompromitujące głupoty do tekstów Łukasza Adamskiego – dostało się przy okazji mojemu byłemu redakcyjnemu koledze, który jakiś czas temu ośmielił się porównać wielkiego Maziarskiego do „nazistowskiego siepacza ideologicznego z niemieckich klinik, gdzie stosowano masowo aborcję, eutanazję i kierowano się eugeniką”.
- A może Łukasz Adamski w ogóle nie istnieje? Może te wszystkie wpisy są od początku do końca dziełem Kościuszki? - zastanawia się Maziarski. Pana redaktora zapewniam, że Łukasz istnieje i ma się całkiem dobrze. A na koniec pozwolę sobie podzielić się moją senną marą, w której okazało się, że całe środowisko „Gazety Wyborczej” jest jednym wielkim dziełem hakerów. I wystarczyło tylko wyciągnąć wtyczkę, a „Gaz” rozpłynął się w powietrzu...
Marta Brzezińska

