Józef Szaniawski był dziennikarzem (po roku 1990 drukował m.in. w „Tygodniku Solidarność”, „Nowym Świecie”, „Gazecie Polskiej”, „Naszym Dzienniku” i gazetach polonijnych w USA; był felietonistą „Radia Maryja, Telewizji „Trwam”), politologiem, historykiem, nauczycielem akademickim. Wykładał historię na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i w toruńskiej, założonej przez o. Rydzyka, Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej.

 

– Józek był człowiekiem dobrym i szlachetnym. Niezwykle otwartym – z każdym umiał nawiązać kontakt. Był serdeczny dla ludzi, dla wszystkich, których spotykał – od najmłodszych do najstarszych na uczelni. Z każdym miał coś do pogadania, każdemu służył pomocą. Dla studentów bardziej wyrozumiały niż surowy, wszystko umiał im wytłumaczyć, a oni bardzo go szanowali i lubili. Za wiele rzeczy – lecz chyba przede wszystkim za otwarte serce i jednoznaczność – wspomina prof. Krystyna Czuba, która z Szaniawskim pracowała i na UKSW i w WSKSM.

 

Bezkompromisowość, jednoznaczność w sprawach ideowych i politycznych to kolejna, podkreślana teraz przez niemal wszystkich cecha Józefa Szaniawskiego.  – Był człowiekiem ciepłym, przyjaznym wszystkim, z olbrzymią wiedzą. Ale bardzo zasadniczy w sprawach dla Polski najważniejszych. Bezkompromisowy – mówi Andrzej Melak.

 

Za Piłsudskim uważał, iż największym zagrożeniem dla niepodległości Polski jest Rosja. – Uświadamiał młodemu pokoleniu, i nie tylko młodemu, że historia stosunków polsko-rosyjskich sięga przynajmniej czterech wieków i że Rosja zawsze była w stosunku do Polski imperialna – czy to była Rosja carska, sowiecka czy obecna. I że tylko zdecydowana postawa wobec niej daje Polsce szanse przetrwania. Nie lizusostwo, podporządkowanie. Pokazywał też, że były takie okresy w dziejach, kiedy to Rosja, dobrze przygotowana, autorytarnie zarządzana przegrywała z Polską. On potrafił to młodym przekazać. Miał ten dar – wspomina Melak.

 

Lecz Józef Szaniawski był człowiekiem nie tylko słowa, ale i czynu, czego dowodzi najpełniej prowadzenie z determinacją działania w sprawie płk. Ryszarda Kuklińskiego, zakończonego rehabilitacją „pierwszego polskiego oficera w NATO”. Lecz być może istotniejsze od tego było przybliżenie Polakom prawdy o nim.

 

Tej sprawie Szaniawski poświęcił wiele lat. To na łamach „Tygodnika Solidarność” ukazał się, przeprowadzony przez Szaniawskiego, pierwszy wywiad z Kuklińskim, jaki ukazał się w polskiej prasie. Napisał potem o pułkowniku dziesiątki artykułów, książki. Dla Szaniawskiego „sprawa” pułkownika była papierkiem lakmusowym – powiedz, co myślisz o Kuklińskim a powiem ci, jaki jest twój stosunek do niepodległości – mógłby mawiać.

 

To dzięki jego uporowi i determinacji w Warszawie powstała Izba Pamięci Pułkownika Kuklińskiego (wspólna inicjatywa ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego oraz ówczesnego ministra obrony narodowej Radosława Sikorskiego). Oprowadzał po niej, był jej kustoszem i obrońcą.

 

Był w opozycji i do PRL, i do III RP. W PRL, za współpracę z radiem Wolna Europa, potraktowaną jako szpiegostwo na rzecz USA, skazany został na 10 lat więzienia. Zamknęli go w roku 1985. We wrześniu 1989 roku, kiedy premier Mazowiecki wygłaszał exposé, Szaniawski nadal siedział w więzieniu. Wyszedł, uniewinniony przez Sąd Najwyższy, 22 grudnia 1989 roku. (W znacznym stopniu był to wynik oddolnej, społecznej akcji).

 

W III RP jego antykomunizm też zepchnął go do opozycji, do tzw. drugiego nurtu politycznego i ideologicznego. – Czasami wytaczano przeciwko niemu ciężkie armaty. Sądzę, że przejmował się tym, ale się nie skarżył. Zresztą w ogóle mało mówił o sobie, o swoich trudnych sprawach. Myślę, że pomagała mu wiara – wspomina prof. Czuba - pisze Zarzycka.

 

JW/tygodniksolidarnosc.com