„W rok po ślubie Kingi z Bolesławem zaczęła się najcięższa plaga dla narodu i Kościoła polskiego: najazdy mongolskie. Spotkamy znanych nam już świętych wśród okrutnych cierpień, wśród pożóg i gruzów, na ruinach świątyń i całych miast. Początek nieszczęścia tkwił daleko w Azji. Z ludów rasy żółtej utworzyło się w Azji Środkowej państwo mongolskie, złożone z szeregu chanatów, pod zwierzchnictwem chana najwyższego, Dżyngis-chana, kierującego dalszymi podbojami, które objęły po pewnym czasie całą Azję, aż do Oceanu Wielkiego, wraz z Chinami. Zdobywali bez zbytniego trudu wielkie kraje, bo u nich całe społeczeństwo zorganizowane było wyłącznie po wojskowemu. Oni pierwsi od czasów starożytnego cesarstwa rzymskiego urządzili wielkie armie stałe, ze stałym korpusem oficerskim, oni pierwsi w ogóle wprowadzili umundurowanie. Kiedy uderzyli następnie na Europę, nic im się oprzeć nie mogło. W Europie nie miano pojęcia, że mogłoby istnieć takie duże wojsko: cała Europa razem nie zdobyła się ani na trzecią część armii, jaką oni rozporządzali. A była to armia regularna, wspaniała, karna, bitna i wybornie zaopatrzona.”
Tatarzy zatem, na skutek tych trudnych okoliczności, jakie z ich udziałem pamiętali długo potem Polacy, symbolizują trudne do pokonania niebezpieczeństwo. Niemal niemożliwe do pokonania, takie jakie tylko Bóg może od człowieka odgonić, jako Wszechmogący.
„Nie tylko ilością przeważali Mongołowie nad drobnymi w stosunku do nich siłami zbrojnych krajów, na które napadali, ale co ważniejsze, o wiele lepiej znali się na sztuce wojennej. Rycerstwo europejskie wojowało w ten sposób, że bitwa składała się z licznych pojedynków, gdy tymczasem Mongołowie posiadali wydoskonaloną strategię i taktykę, tj. sposoby obmyślania planów wojennych i wykonywania ich w taki sposób, iż największe męstwo nie pomogło, gdy wpędzili nieprzyjaciela na pozycję dla niego niekorzystną. Nie umiano się przed nimi bronić, bo wojowali w sposób zupełnie odmienny, niż europejskie rycerstwo; nie z bliska, miecz przeciw mieczowi, twarzą w twarz, lecz z daleka, okalając nieprzyjaciela szerokimi łukami, oskrzydlając go. W jeździe konnej nikt im nie dorównał. Ruszali dziesiątkami tysięcy jeźdźców naraz, zajmując pochodem swym kilkumilowe przestrzenie, a tak wszystko niszczyli po drodze, iż powiadano że "trawa nie porośnie, kędy oni przejdą".
Skąd jednak pochodzi nazwa „Tatar”?
Na głównego wodza wyprawy wyznaczał ówczesny Dżyngis-chan władcę Kipczaku, zwanego Batu-chan. Miały więc wojować głównie ludy stepowe, stepowcy, co w ich języku nazywa się "tatir" i stąd nazwa Tatarów. Szpiedzy rozbiegli się już na setki mil od Kipczaku i przygotowywali grunt pod sympatie plemienne u Kumanów i Madziarów (którzy także do rasy mongolskiej należą). Zbadali, że chcąc zająć Węgry, trzeba zniszczyć południową Polskę, rzucić postrach na Czechy i Niemcy, żeby król węgierski nie mógł otrzymać pomocy - słowem gotów był zawczasu cały plan kampanii, nawet o zaprowiantowaniu wielkiej armii pomyślano. Z tym planem wojennym, opracowanym bardzo dokładnie, nie skrywano się zbytnio, skoro nawet obcy przybysz, Dominikanin Julian, mógł go znać w głównych zarysach. Tylko Rurykowicze nie wiedzieli o niczym.”
Państwa Europejskie jeszcze długo borykać się będą z nieuporządkowaniem swoich wojsk, a w związku z tym z pewną bezradnością.
„Ruszył Batu-chan w 150 000 żołnierzy. Liczba ta była na ówczesne stosunki europejskie tak ogromna, iż wprost nie pojęta. Bo kto gdzie w całej ówczesnej Europie mógł mieć wyobrażenie, jak wygląda armia choćby stutysięczna? U nas np. wszyscy Piastowie razem nie mieli do rozporządzenia ani dziesięciu tysięcy zbrojnych! A przy tym co za różnica wszelkich urządzeń wojskowych! Nawet zachodnio europejskie wojska, nawet francuskie z krucjat, były jakby milicjami ochotników wobec regularnej armii Batu-chana.”
MP/Feliks Koneczny, Święci w dziejach narodu polskiego
