Niemieccy żandarmi zamordowali ośmioosobową rodzinę Żydów, Józefa Ulmę, jego żonę, która była w 9. miesiącu ciąży, oraz ich sześcioro dzieci. Najstarsza, Stasia, miała osiem lat, najmłodsze - półtora roku.

- Ulmowie zaczęli ukrywać ośmiu Żydów prawdopodobnie w drugiej połowie 1942 r. W tej grupie był pochodzący z Łańcuta handlarz bydłem, Szall, wraz z czterema dorosłymi synami, oraz Gołda i Layka Goldman. Ta ostatnia ukrywała się z małą córką. Goldmanowie byli sąsiadami rodzinnego domu Józefa Ulmy – tłumaczy Mateusz Szpytma z Instytutu Pamięci Narodowej.

Ulma był znany z życzliwości do Żydów. - Wcześniej innej rodzinie żydowskiej pomógł wybudować kryjówkę - przypomnina Szpytma. Ulmowie byli też świadkami, jak na sąsiedniej parceli, gdzie grzebano zwierzęta, Niemcy rozstrzelali w 1942 roku kilkudziesięciu Żydów z Markowej i okolic.

Niemcy do Ulmów trafili prawdopodobnie przez donos Włodzimierza Lesia, ukraińskiego policjanta z Łańcuta. Początkowo za wynagrodzenie sam pomagał rodzinie Szallów. Po pozyskaniu od nich dóbr, wyrzucił ich z ukrycia. Ponieważ Żydzi domagali się zwrotu swej własności, postanowił ich zamordować. Dowiedział się, że znaleźli schronienie u Ulmów.

Leś wykorzystał fakt, że Józef Ulma pasjonował się fotografią. Przyjechał do jego domu i poprosił o zrobienie mu zdjęcia. W rzeczywistości sprawdzał, czy u Ulmów przebywają Szallowie. 24 marca był w grupie dokonującej mordu. Kilka miesięcy później, we wrześniu 1944 r. polskie podziemie wykonało na Lesiu wyrok śmierci. Szpytma rolę Lesia ustalił na podstawie dokumentów sądowych z lat 50. i materiałów polskiego państwa podziemnego.

Akcja zamordowania Żydów oraz rodziny Ulmów została należycie przygotowana przez Niemców. W przeddzień mordu nakazano czterem woźnicom z końmi i furmankami stawienie się w stajni magistrackiej. Każdy był z innej wsi, nie było nikogo z Markowej. Żaden nie znał powodu wezwania. - Ok. 1.00 w nocy rozkazano im stawić się pod budynkiem żandarmerii. Do Markowej jechało czterech żandarmów i czterech policjantów granatowych. Grupą dowodził szef posterunku żandarmerii w Łańcucie, porucznik Eilert Dieken. W jej skład wchodzili żandarmi Joseph Kokott, Michael Dziewulski i Erich Wilde. Spośród policjantów granatowych udało ustalić się personalia dwóch - Eustachego Kolmana i Włodzimierza Lesia - wylicza Szpytma.

W pobliże położonego nieco na uboczu wsi domostwa Ulmów dotarli przed świtem. Chwilę później Niemcy wtargnęli do budynku. Padło kilka strzałów. Jako pierwsi, jeszcze podczas snu, zginęli dwaj bracia Szallowie i Gołda Goldman. Wtedy rozkazano zawołać furmanów. Mieli być świadkami kolejnych zabójstw.

Jeden z woźniców, Edward Nawojski z Kraczkowej, widział, jak Niemcy mordowali trzeciego z braci Szallów, Laykę Goldman i jej małe dziecko, wreszcie kolejnego mężczyznę z rodziny Szallów. Na końcu zastrzelono 70-letniego ojca Szallów. Zaraz potem przed dom wyprowadzono i zastrzelono 44-letniego Józefa Ulmę i jego 32-letnią żonę Wiktorię. Jak zeznał w lecie 1958 roku na procesie jednego z oprawców Nawojski, po zamordowaniu Ulmów, wśród krzyku ich dzieci, żandarmi zastanawiali się, co z nimi zrobić. Dieken zadecydował, że je także należy zabić. Trójkę lub czwórkę dzieci zabił 23-letni sudecki Niemiec, Joseph Kokott. Mord 16 osób trwał kilkadziesiąt minut. Zabijali niemieccy żandarmi, policjanci granatowi byli obstawą. Potem zaczął się rabunek.

- Kokott zabrał Franciszka Szylara, jednego z tych, których przyprowadzono, by kopali grób, i nakazał mu, nadzorując i świecąc latarką, dokładne przeszukanie zamordowanych Żydów. Gdy Kokott zauważył przy zwłokach Goldy Goldman ukryte na piersi pudełko z kosztownościami, stwierdził: „Tego mi było potrzeba”, i schował je do własnej kieszeni - pisze Szpytma w opracowaniu na ten temat. Pozostali Niemcy rabowali dobytek Ulmów.

Potem zaczęła się libacja alkoholowa. Żandarmi i policjanci granatowi wypili trzy litry wódki, którą na rozkaz dowódcy grupy musiał przynieść sołtys. Po libacji sześć załadowanych dobytkiem Ulmów wozów odjechało do Łańcuta.

W liczącej ok. 4,5 tys. mieszkańców Markowej Ulmowie nie byli jedyną rodziną, która ukrywała Żydów. Co najmniej 17 innych Żydów przeżyło okupację w pięciu chłopskich domach. Przed II wojną światową w Markowej żyło ok. 120 Żydów.

Tylko nieliczni wykonawcy zbrodni na Ulmach, Szallach i Goldmanach zostali ukarani.

W 1995 r. izraelski Instytut Yad Vashem przyznał Józefowi i Wiktorii Ulmom pośmiertnie tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. W 2003 rozpoczął się proces beatyfikacyjny Ulmów, którego polski etap ma się zakończyć w maju.

żar/Interia.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »