Posłowie Palikota podczas wczorajszej debaty opowiadali się za federacyjną Unią. „Chcemy federalnej Europy, chcemy jednego państwa europejskiego. Naszą intencją jest zachęcić pana premiera i pana ministra Sikorskiego do głębszej integracji, jest właśnie intencją zbudowania jednego państwa europejskiego, pójścia dalej niż nawet najlepsza umowa międzyrządowa"- mówił sam wódz Janusz Palikot. Jak podkreślił, bliżej mu do "przysłowiowego Schmidta i Neumanna, niż do Kaczyńskiego, Ziobry i Fotygi". "Ja bym się znacznie lepiej czuł w państwie europejskim, mając za swój rząd Niemców, Francuzów, niż w Polsce mając was za współziomków" - zwrócił się do posłów PiS i Solidarnej Polski. „Nacjonalistyczna i ksenofobiczna odpowiedź na prawdziwe zagrożenia suwerenności narodowej jest w swej istocie antynarodowa, przeciwko interesom Polski i Polaków. PiS usiłuje (...) zbijać kapitał polityczny na narodowych, XIX- wiecznych resentymentach, nie bacząc na obiektywny interes Polski. To nie nadmiar władzy UE jest dla nas zagrożeniem, zagrożeniem naszej suwerenności jest tej władzy niedostatek” – powiedział(a) zaś posł(eł)anka Anna Grodzka.
Natomiast redaktor naczelny antyklerykalnej gadzinówki i człowiek, który, według „Rzeczpospolitej” był traktowany przez SB jako tajny współpracownik, oraz były (?) współpracownik mordercy bł. ks. Jerzego Popiełuszki wystąpił wczoraj na trybunie sejmowej z kolejną porcją żałosnego ataku na katolików. Kotliński najpierw ocenił, że dla jego ugrupowania "totalna integracja, integracja pełna z UE jest oczywistą oczywistością" i - jak mówił - "szkoda czasu", by tłumaczyć to posłom z prawej strony sali sejmowej. „Państwo z PiS- u jesteście wychowani na kazaniach proboszczów, nie jesteście w stanie zrozumieć pewnych rzeczy, nie jesteście w stanie wspiąć się na myślenie samodzielne, chociaż jest pan poseł Stefan Niesiołowski (PO) (...) mimo że też jest wychowany na kazaniach proboszczów, to jednak się wspiął na to myślenie samodzielne - do pewnego stopnia oczywiście” - powiedział nawiązując do kultowego już w kręgach pro-europejskich „elyt” z dużych miast wystąpienia posła Platformy. Kotliński ocenił też, że utrzymywanie ambasady przy Watykanie jest dla nas "garbem". „O dziwo nie zlikwidowano ambasady w Watykanie, chociaż nic stamtąd nie importujemy poza ideologią. W naszą stronę ideologia, w tamtą - masa pieniędzy” i dodał, że „Jeśli ma się taki garb na utrzymaniu, jak utrzymanie Watykanu, to oczywiście trudno jest wejść w kryzys - dodał. Jego słowa wywołały dyskusję na sali”.
Posłowie miejskiej „Samoobrony” niedawno zastanawiali się jaki wpływ ma na polskich polityków Opus Dei. Wielbiciel Dzierżyńskiego i Lenina, który lubi również „dopieprzać czarnym”, Andrzej Rozenek ( wice naczelny urbanowskiego NIE), szukając katolickiej mafii w rządzie Tuska, używał nawet argumentacji wyczytanej w „Kodzie Leonarda da Vinci”. Przemówienie Kotlilńskiego więc raczej nie szokuje. Na szczęście okazało się, że na sali sejmowej zostanie na ścianie krzyż. Może choć jeden z posłów Palikota dzięki niemu przestanie robić z siebie błazna. Nadzieja umiera ostatnia. W końcu nawet część jakobinów porzuciła swoje przesądy a ich rewolucja przegrała z potęgą wiary. Polscy kieszonkowi jakobini prędzej czy później również znajdą się na śmietniku historii.
Łukasz Adamski

