W związku z zapowiedzianą przez Ruch Palikota akcją palenia marihuany w Sejmie w piątek obowiązują obostrzenia, jeśli chodzi o wstęp do budynku parlamentu. Marszałek Sejmu Ewa Kopacz poinformowała również, że zawiadomiła o możliwości popełnienia przestępstwa prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta- informowała telewizja TVN24. „Zostałam postawiona przed sytuacją, która nigdy nie powinna mieć miejsca. Poseł na Sejm chce złamać prawo. Dlatego podjęłam szereg działań: zaapelowałam o przedstawicieli Ruchu o zrezygnowanie z pomysłu, odbyłam spotkania. Wczoraj przed południem złożono zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście, a dzisiaj sama poinformowałam o tym prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Nie pozwolę na łamanie prawa i na kpinę z obywateli. Jeśli ktokolwiek z posłów łamie prawo, to nie może chować się za immunitetem” - powiedziała Kopacz w Sejmie dziennikarzom. Robert Biedroń z RP żalił się więc, że „pani marszałek Kopacz robi sobie z Sejmu swój folwark, kto może, a kto nie może wejść do Sejmu. Tu nie ma miejsca dla demokracji. Zamiatanie tego tematu pod dywan (tematu narkotyków - red.) nie rozwiązuje problemu.[…] Pani Kopacz nie przeszkadza sprzedaż papierosów w kioskach sejmowych, picie alkoholu w Sejmie, co jest bardziej szkodliwe od marihuany, a przeszkadza jej zapalenie jointa” – uważa naczelny gej III RP. Według niego, to "typowa dulszczyzna", której "symbolem jest marszałek Ewa Kopacz i Platforma Obywatelska".
Palikot po konferencji, gdzie przekonywał, że od 1928 roku w Sejmie nie było policji, poszedł do pokoju 143 ( feralnego dla kilku partii, dziś ten pokój zajmuje RP) by wypalić skręta. „Spróbujemy wejść do pokoju 143, by zgodnie z zapowiedzią zapalić zioło”- mówił na konferencji. Jednak już w pokoju okazało się, że „mesjasz lewicy” wymiękł jak impotent bez wspomagania i zapalił kadzidełko o zapachu marihuany. Przykro było na to patrzeć. Dzisiejszy dzień wydaje się jednak symboliczny dla Palikota, którego happening okazał się żenujący. Wielki bojownik, którego wsparł sam Urban, przestraszył się pójścia po bandzie. Najprawdopodobniej tak będą wyglądały najbliższe cztery lata egzystencji sejmowej Ruchu Palikota, którego lider będzie szumnie zapowiadał happeningi, które będzie robił tylko połowicznie. W końcu wyborcy zobaczą, że ten cynik z mainstreamu nie jest żadnym buntownikiem tylko człowiekiem chcącym na plechach „rebeliantów” wejść do rządu i znów być kolegą Tuska.
Łukasz Adamski

