Ruch Palikota podał Tanajnę do sądu za jego wypowiedzi, w których zarzucał on Ruchowi nieregulowanie zaległości finansowych. 

 

W jednym z wrześniowych numerów "Wprost" opublikowano szereg wypowiedzi Tanajny, wśród nich m.in.: "W Ruchu obowiązuje zasada 50 na 50. Gdy jakaś firma upomina się o pieniądze, pada propozycja: możemy wam zapłacić albo połowę, albo wcale. Niektórzy nawet i na to nie mogą liczyć".

 

Z kolei na konferencji zorganizowanej we wrześniu przez Palikota przed siedzibą SLD kilka osób - wśród nich Tanajno - próbowało zakłócić jego wystąpienie. Niektóre krzyczały: "Oddaj kasę! Oddaj kasę!". Jak wyjaśniały, domagają się zapłaty ponad 30 tys. zł za przeprowadzone prace remontowe w jednym z biur jego ugrupowania.


Naszą redakcję dziwi tylko, że pogłoski o "nieprawidłowościach finansowych" wyszły na jaw akurat wtedy, gdy partia Palikota zaczęła szybować w górę w sondażach. Jakoś zbiegło się to z zawodzeniem prorządowych publicystów przejmujących się faktem, że "Palikot toruje drogę PiSowi do władzy", jak to ujęła Janina Paradowska. Dla nas news o tym, że Palikot płaci fifty-fifty to informacja sensacyjna i wybielająca biznesmena. Wielu naszym znajomym pracującym w "Ozonie", nie zapłacił po zamknięciu pisma ani grosza z zaległych faktur.

 

PSaw/tvn24.pl