„...księdzu nie wolno demonstrować publicznie swojej przynależności kościelnej, bo wówczas dyskusja z nim, czy krytyka jego wypowiedzi staje się krytyką jakiegoś Kościoła czy też wiary. Tak postępować nie wolno” - napisał na swoim blogu Janusz Palikot. Podobnie nie wolno manifestować, jego zdaniem wiary, politykom czy urzędnikom państwowym. „jeśli prezydent kraju klęka na mszy i przyjmuje eucharystię, a jest to sytuacja publiczna, to tak jakby całe państwo, cała Rzeczpospolita klękała. Tego robić nie wolno. Prezydent czy premier powinni ukrywać swoje przekonania religijne i zdaje się, że tak postępuje prezydent Komorowski. Prezydentowi nie wolno klękać przed księdzem, bo nie jest on tylko wiernym danego Kościoła, ale także prezydentem” - oznajmił Palikot.
„I to jest właśnie rzecz, której nie rozumie część polityków i spora cześć Kościoła. Tu granice zostały zatarte. I widzimy to każdego dnia, tak jak w ostatnią niedzielę w wypowiedzi Ryczana, pana pełniącego funkcję biskupa Kościoła katolickiego. Musimy to zmienić” - uzupełnił.
Trudno nie dostrzec, że jeśli zostanie to zmienione, to w przestrzeni publicznej nie będzie chrześcijan. Potajemny chrześcijanin, to bowiem rzeczywistość, która nie istnieje. Nie można być chrześcijaninem, tak by nikt o tym nie wiedział, bo to oznacza zaparcie się Chrystusa. Nie po to zapala się lampy, by chować je pod korcem. A jeśli my będziemy milczeć, kamienie wołać będą. Palikot o tym wie, ale sączy swoje diabelskie pokusy w serca ludzkie. I buduje wrażenie, że psi obowiązek chrześcijan jest sprzeczny ze standardami demokratycznego państwa. Gdyby tak było, to państwo takie przestałoby być demokratyczne, a stałoby się totalitarne.
TPT/naTemat.pl

