Lider ruchu poparcia jego samego postanowił skomentować akt pojednania, na jaki zdecydowali się abp Józef Michalik i patriarcha Cyryl. I tradycyjnie zrobił to w duchu wojującego ateizmu, żywcem przeniesionego z bolszewickiej Rosji. „Od kilku lat hierarchowie Kościołów prowadzili tajne rozmowy na temat segmentaryzacji rynku. Nie było łatwo. Udało się. Ojcowie chrzestni podpisują dziś pokój. Tym razem nie będzie nawoływania do wojen religijnych. Mają już wszystko dogadane. Ustalone cenniki i strefy wpływów. Chodziło oczywiście o kasę. Setki tysięcy nowych wiernych Kościoła katolickiego na Wschodzie, to olbrzymie tace” - napisał Palikot, który odniósł się do dokumentu, którego treści nikt jeszcze nie zna, i który – z perspektywy politycznej – może Kościołowi w Polsce tylko zaszkodzić.



„Od lat osiemdziesiątych Rzymianie prowadzili wrogie przejęcia. Teraz będą zbierać haracz i wszyscy się cieszą. Wszyscy poza wiernymi obu Kościołów, którzy naprawdę wierzą, że to o ich dusze chodzi!” - zakończył.



W tym wpisie charakterystyczna jest totalna ignoracja Palikota. Otóż nawet nie zauważył on, że Kościół w Polsce nie ma najmniejszego interesu finansowego w dogadaniu się z Rosyjską Cerkwią Prawosławną. W Rosji funkcjonują osobne struktury katolickie, które z Polską mają niewiele wspólnego (szczególnie po depolonizacyjnej akcji nuncjusza apostolskiego w Rosji, który zdecydował się spełnić postulaty Cerkwi i władzy i usunąć zbyt dobrze widocznych Polaków). Apel o pojednanie nie ma z tymi strukturami wiele wspólnego, i nic nie wskazuje na to, by rosyjscy katolicy cokolwiek w jego efekcie zyskali. Nic na nim nie zyska także Kościół w Polsce, ani nawet ci polscy księża, którzy w Rosji pracują. Ale, żeby o tym wiedzieć trzeba czytać coś poza „Faktami i mitami”, których język i perspektywy przejmuje Palikot.



TPT/naTemat.pl