Nie zamierzam polemizować z tezami Palikota bo to nie ma najmniejszego sensu. Nie chcę również ich komentować w poważny sposób. Najlepiej będzie jak Państwo sami zapoznają się z pseudointelektualnym ( inteligentny Palikot naprawdę musi się męczyć opowiadając takie banialuki) bełkotem, który trzeba dopasować do zaczadzonych TCH części wyborców. Palikot swoje mądrości wygłosił, a jakże, w Gazecie Wyborczej. Oto ich niewielki wycinek.


„Odpowiedź na pytanie, kiedy zaczyna się życie, jest dla mnie sprawą filozoficzną i trudną. Człowiek odpowiedzialny unika takich dylematów, w których niełatwo znaleźć pewność, a to, o co chodzi, nie jest jednoznaczne i można wręcz powiedzieć, że prawda się ukrywa. A zatem, jako skutek naszej odpowiedzialności, powstaje konieczność stosowania antykoncepcji i jej dostępność dla obywateli. To najlepszy sposób na uniknięcie takich dylematów”- mówi Palikot. Następne kontynuuje niczym bohater ekologiczna wersja  Stevena Seagala: „Jeśli jednak już do tego dochodzi i powstaje ciąża która jest niechciana, to osobiście wierzę w to, że dusza wybiera "gotowe" ciało i że to się dzieje dopiero po urodzeniu. Jest to jednak kwestia metafizyczna i tu nauka niewiele pomoże. W kwestii początku życia człowieka blisko jestem platonizmu lub hinduizmu. Sądzę, że dusza wielokrotnie wraca na ziemię w postaci różnych ciał i że w tym sensie jest nieśmiertelna i nie ginie razem z ciałem, a to oznacza, że problem aborcji jest problemem ciała, a nie duszy.”  Palikot dodaje, że jego partia chce by granicę dopuszczalnego terminu aborcji wyznaczało ryzyko utraty życia lub zdrowia przez matkę. Ta granica ma być wyznaczona przez naukowców. Serio? A myślałem, że w tej New Age’owej masce nie wierzy się w siłę medycyny?

 

Janusz Palikot ma również do siebie żal, że ochrzcił swoje dzieci. „Dziś bym tego nie zrobił. To powinna być samodzielna decyzja każdego, gdy przekracza 18 lat. A my decydujemy za dzieci i na zawsze zostawiamy je z brzemieniem tej decyzji. Dlatego chciałbym koniecznie wprowadzić cywilne procedury apostazji, aby człowiek dorosły, już bez upokorzenia ze strony proboszcza, mógł wystąpić z Kościoła. Chrzcząc dzieci, postępowałem jak wielu ludzi w Polsce, zgodnie z pewną obyczajowością, a nie w geście czysto religijnym. Jednak po 10 kwietnia 2010 uświadomiłem sobie, w jakim stopniu Kościół politycznie wykorzystuje religijne zaangażowanie Polaków. Myślę, że wielu ludzi w Polsce ma dziś takie dylematy jak ja”- peroruje gwiazdor salonów, który chyba miał trzymany przy skroni pistolet przez JPII w celu wymuszenia chrztu. Pewnie kiedyś się czegoś takiego dowiemy. W końcu taka narracja jest na poziomie szukania Opus Dei w rządzie.

 


Palikot nie wyobraża sobie również Polski z krzyżem w miejscach publicznych i katechezą w szkołach. „Nie wyobrażam sobie nowoczesnego państwa bez wyprowadzenia religii ze szkół. Odpowiedni projekt zaproponujemy wraz z ustawą określającą szczegółowo relacje pomiędzy Kościołem a państwem. Dyskusja wokół krzyża pokazuje, że sprawa jest niejasna przez zbyt ogólnikowe zapisy w konstytucji, więc potrzebne jest ustawowe uregulowanie takich kwestii jak symbole religijne w instytucjach publicznych, osoby duchowne na uroczystościach państwowych, finansowanie Kościoła czy na przykład modlitwa w trakcie prac Sejmu!”- peroruje były wydawca „Ozonu”. Na dodatek według nowej twarzy lewicy, która zwarła pakt z takimi gazetkami jak „Fakty i Mity” i „Nie” , zdarza się, że „posłowie PiS-u intonują modlitwę w trakcie prac Sejmu, na sali plenarnej, uniemożliwiając prace- gdy tymczasem jest w kodeksie karnym zapis o obrazie uczuć religijnych. Będziemy zresztą chcieli go znieść. I emocje biskupów nie mają tu nic do rzeczy”- mówi Palikot. I co? Odpowiem Raganem: A Pan znowu swoje. I zaziewam. Boring Mr. Palikot. Boooooring…

 

Łukasz Adamski