„W sprawie miękkich narkotyków powinni mieć prawo publicznego zabrania głosu ludzie chorzy na raka. Zdrowi nie rozumieją, co to znaczy, że ‘boli wszystko’ ani nie potrafią wyobrazić sobie tego metafizycznego lęku towarzyszącego tej chorobie. Jeśli jakieś zioło leczy, uśmierza ból i oswaja lęki to powinno się go używać w pewnych sytuacjach zamiast chemii, która zdziera włosy, upokarza i przybliża wyczerpanie organizmu, bo przecież nie zdrowie. Argument o możliwym uzależnieniu jest w tym przypadku śmieszny” - czytamy na blogu lewicowego polityka.
Ktoś mógłby powiedzieć, że powyższa argumentacja jest w pełni do przyjęcia dla katolika - w końcu w Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „[Używanie narkotyków] jest ciężkim wykroczeniem, chyba że wynika ze wskazań ściśle lekarskich”. Problem w tym, że Ruch Palikota postuluje legalną marihuanę dla wszystkich - i tych, którym faktycznie służyłaby jako lekarstwo czy środek przeciwbólowy, i tych, którzy używaliby jej jako narkotyku, poważnie szkodząc sobie i innym. Czy obywatel na haju to jeden z filarów „nowoczesnego państwa”, o które walczy skandalista z Biłgoraja?
MO/Palikot.blog.onet.pl/KKK

