Prokurator miał niezwykle interesujące argumenty na rzecz uznania, że profanacja krzyża jest w porządku. - Ten akt miał wzmocnić przekaz utworu, nie można go uznać za znieważenie przedmiotu czci – uzasadniał. I byłoby to nawet dość śmieszne, gdyby nie pewien drobiazg. Otóż decyzja ta oznacza, że artysta w Polsce może łamać prawo, jeśli tylko robi to dla sztuki.

Warto bowiem przypomnieć, uczucia religijne są w Polsce chronione. A intencją prawodawcy, i tu nie ma najmniejszych wątpliwości, była właśnie obrona symboli i znaków religijnych przed znieważeniem. Palenie znaku Męki Chrystusa, drogiego wszystkim chrześcijanom, niewątpliwie jest znieważeniem, a z punktu widzenia religijnego jest bluźnierstwem i obrazą uczuć religijnych. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może mieć, co do tego wątpliwości. Jeśli prokurator tego nie zauważa, jeśli to ignoruje, to znaczy, że podważa polskie prawo i uznaje, że nie trzeba go respektować. A takie działanie rozmowy system prawny, sprawia, że prawo przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

A czysto praktycznie. Od teraz, wara sędziom, policjantom i prokuratorom od obrony tęczowego badziewa z Placu Zbawiciela. Jego palenie też może być przecież uznane za „wzmocnienie przekazu utworu artystycznego”, jaki jest performance pod nazwą „Marsz Niepodległości”. Jeśli bowiem satanista może palić krzyże, to w imię czego zakazać narodowcom palenia tęczy? W czym tęcza jest – nawet biorąc rzecz czysto po ludzku – lepsza od Krzyża?

Tomasz P. Terlikowski