- Nie jestem zwolennikiem tego, aby o platformie programowej w szkołach decydował parlament. Wydaje mi się, że jest to trochę przesadne roszczenie sobie wiedzy na jakiś temat. Tym się raczej powinni bardzie zajmować biorcy i dawcy, czyli nauczyciele i uczniowie. Oni powinni dyskutować nad tym i proponować jakieś rozwiązania. Debata parlamentarna powinna wnosić coś więcej poza zwróceniem uwagi na problem. Nie szukał bym jednak jakiś rozwiązań poprzez ustawę czy uchwałę. To byłoby tylko doraźne oddziaływanie właśnie bez szerszej wiedzy.
Wtedy, gdy prof. Andrzej Nowak nagłaśniał sprawę obecności historii w szkołach, to podpisałem się pod tym apelem i to podtrzymuję, bo uważam, że historia jest bardzo ważnym przedmiotem. Niepokoi mnie jednak radykalność protestu, którym jest strajk głodowy. Głodówka nie jest tu do końca adekwatna. Ona wchodzi w grę wtedy gdy zagrożone jest czyjeś życie, bezpieczeństwo, wielka sprawa ustrojowa. Czy w szkole mają być dwie czy trzy godziny historii – to nie jest to powód, aby głodować. Żeby choć robili to uczniowie czy nauczyciele, ale żaden z tych głodujących nie uczy historii. Można było zrobić pikietę, wystosować manifest. Mam więc ambiwalentny stosunek do tego protestu, choć mam świadomość, że list podpisany przez historyków nie wpłynął na zmiany podstawy programowej.
To jak ma wyglądać program historii w szkołach traci znaczenie, bo zaczyna się toczyć spór między partiami. Spór jak wykładać historię jest odwieczny: jedno stanowisko: czy w sposób linearny, chronologiczny z informacjami o podstawowych faktach i ich interpretacjach i drugie: czy mówić o historii w sposób żywy, problemowy, aktywizujący ucznia, gdzie lekcja zamienia się w np. w dysputę między Brutusem, a Cezarem. Oba pomysły są dobrze praktykowane w szkołach. Jestem tu zwolennikiem daleko idącej decentralizacji, gdzie wiele zależy od nauczyciela i ucznia, choć to nie zawsze jest łatwe, bo nauczyciel może tego nie czuć, a klasa może być mało aktywna.
W obliczu głodówki, obawiam, się politycznych rozstrzygnięć zero-jedynkowych, tylko tak albo tak. Oczywiście historia czy humanistyka powinna być szerzej obecna w szkole niż jest teraz. Jednym z mankamentów w tym tradycyjnym sposobie nauczania jest to, że jak historia to tylko polityczna, osobno literatura przez którą rozumie się historię kultury, osobno historia społeczna. Propozycje bloków merytorycznych nie są złe, ale one nie powinny zastępować historii, ale ją uzupełniać.
Mówię o tym panu pierwszemu, bo do tej pory odmawiałem wypowiedzi publicznych na ten temat, bo nie jestem specjalistą od oświaty. Uważam, że nauczyciel powinien mieć możliwość wyboru jak chce uczyć historii, mieć tutaj też dowolność. Wykorzystać, że w mieście jest np. fabryka butów i również na jej przykładzie pokazać historię. Dziś trzeba uczyć tego przedmiotu w sposób ciekawy – mówi Paczkowski.
Not. Jarosław Wróblewski

