Publicysta, na łamach „Super Expressu” odpowiedział na wezwanie szefa WOŚP. Warzecha zadeklarował chęć pomocy, ale swojego stosunku do akcji nie zmienił zaś list do Owsiaka stał się dla niego kolejną okazją do przypomnienia zarzutów, jakie ma pod adresem WOŚP.

 

To przede wszystkim kwestia finansów (jednak nie tych zebranych przez wolontariuszy, ale kosztów związanych z koncertami, transmisjami telewizyjnymi, transportem, etc.). Publicysta „Faktu” zarzuca też Owsiakowi uczynienie z WOŚP teatru jednego aktora, polityczna nieprzezroczystość Owsiaka, wyręczania przez WOŚP państwa oraz usypianie wrażliwości jednorazową pomocą.

 

-Ja nie dysponuję ani wielką fundacją, ani też nie mam gigantycznego wsparcia medialnego. Jako osoba prywatna mogę pomagać w ograniczonym stopniu i robię to – choć nie sądzę, aby oczekiwał Pan ode mnie szczegółowych informacji. Chwalenie się własnymi dobrymi uczynkami uważam za niesmaczne – odpowiada Owsiakowi Warzecha, ale też deklaruje, że podejmie rzucone przez niego wyzwanie.

 

- Spośród przekazanych przez Pana próśb o pomoc wybrałem jedną sprawę i zwrócę się do Państwa o udostępnienie danych, które pozwolą mi w tej jednej sprawie pomóc. Pozostałe prośby przekazuję Fundacji „Faktu”, która jednak – w przeciwieństwie do WOŚP – także nie dysponuje gigantycznym medialnym wsparciem, ma zatem ograniczone możliwości – czytamy w liście Warzechy. 

 

Jak dowiedział się portal Fronda.pl Warzecha dostał jeszcze jeden list od Owsiaka, kolejną odpowiedź, w której szef WOŚP pisał, że podobne listy z prośbą o pomoc wysłał również innym mediom, mającym krytyczny stosunek względem jego akcji. - Zostałem nawet w pewien sposób pochwalony, bo tylko ja odpowiedziałem na jego list – mówi portalowi Fronda.pl Warzecha. 

 

Czy jednak działanie Owsiaka, bardziej niż pomoc potrzebującym, nie ma na celu po raz kolejny zamknięcia ust tym wszystkim, którzy ośmielają się krytykować WOŚP? Coś na zasadzie „jeśli ci się nie podoba, to sam pomóż, a jak nie jesteś w stanie pomóc, to się nie odzywaj”? Warzecha nie chce komentować całej sprawy, jednak w rozmowie z portalem Fronda.pl przyznaje, że pomysł wydaje mu się złośliwy. - Być może kryło się za nim założenie, że żadnej odpowiedzi nie będzie, że uda mnie się złapać na tym, iż tak naprawdę kompletnie nie interesuje mnie kto prosi o pomoc. Ale to wszystko tylko moje spekulacje na temat intencji Jerzego Owsiaka, a spekulacje zawsze pozostaną tylko spekulacjami. Ja tego nie mogę wiedzieć pewno – mówi Warzecha. 

 

- Robię swoje. Cieszę się, że będę mógł komuś pomóc. Wybrałem taki przypadek, który w jakiś sposób ujął mnie za serce i leży w granicach moich możliwości i zamierzam się nim zająć – konstatuje Łukasz Warzecha. 


eMBe