Depardieu próbował na okoliczność wojny recytować wiersze, jednak ostatecznie zamiast poezją uraczył publiczność wulgarnym matem i… osobistymi refleksjami o życiu.

„Początkowo widzowie oklaskiwali swojego ulubieńca, sądząc, że to zamierzenie artystyczne, ale po chwili brutalna prawda dotarła do wszystkich. Zapadła martwa cisza, po czym spektakl został przerwany” - relacjonuje portal Kresy24.pl.

Słynny francuski aktor w pamiętnym ubiegłorocznym wywiadzie dla prokremlowskiej „Komsomolskiej Prawdy” nie szczędził komplementów swojemu idolowi, Władimirowi Putinowi. Twierdził, że prezydent Rosji jest jak Jan Paweł II i Francois Mitterand.

„Chcę powiedzieć, co myślę o Putinie: rosyjski naród potrzebuje kogoś takiego – z rosyjskim temperamentem. Putin chce przywrócić ludziom godność. Dla mnie jest jak Francois Mitterrand czy Jan Paweł II” – komplementował prezydenta Rosji Depardieu, wychwalając „rosyjską demokrację” po tym, jak Putin nazwał go „przyjacielem” i wydał dekret nadający rosyjskie obywatelstwo.

Depardieu zasmakował w rosyjskiej satrapii tak bardzo, że w Czeczenii, gdzie razem z brutalnym autokratą, pod rządami którego dochodzi do zabójstw, porwań i tortur, Ramzanem Kadyrowem, zatańczył narodowy kaukaski taniec, lezginkę, oświadczył dziennikarzom: „Jestem pewny, że w Groznem żyją szczęśliwi ludzie” - przypominają Kresy24.pl.

Cóż, ktoś, kto wyraża poparcie dla tego, co czyni Władimir Putin musi być „odjechany”...

Ra/Kresy24.pl