W Polsce pojawi się nowy rodzaj wojsk, a mianowicie Obrona Terytorialna (tak właściwie to jej namiastka, ale o tym później). Będzie to 17 brygad tworzonych z 35 tysięcy żołnierzy. W czwartek sejmowa komisja wypracowała pewien projekt, który w ciągu najbliższych tygodni, być może z pewnymi zmianami, ma zostać zaakceptowany przez ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza.

 


Wojska Obrony Terytorialnej mają funkcjonować na trzech szczeblach, kraju, województwa i powiatu. W każdym powiecie ma funkcjonować kompania złożona z około 100 osób. Docelowo, a więc w ciągu kilku lat, powstaną 364 kompanie pogrubowane w 86 batalionów podległych wojewódzkim brygadom.

To wszystko oznacza, że żołnierzy OT będzie w Polsce około 35 tysięcy. Świetnie, ale w ocenie ekspertów, to mniej więcej za mało o... 300 tysięcy. Wszyscy eksperci i teoretycy OT, z którymi rozmawiała na ten temat "Fronda", wskazują jednoznacznie: OT, żeby być wojskiem naprawdę efektywnym, jak w Szwajcarii czy Finalndii, musi być masowa.

Lepszy jednak rydz niż nic. Być może w MON nie ma więcej pieniędzy (jeżeli jednak państwo skąpi pieniędzy na obronę, oj, to naprawdę dobrze o tym państwie nie świadczy...).

Wojska OT mają wzmocnić potencjał odstraszania oraz być pomocą dla regularnych wojsk operacyjnych. Mają też mieć zdolność samodzielnego prowadzenia działań nieregularnych. Wreszcie mają być instrumentem zwiększania patriotycznych i chrześcijańskich fundamentów polskiego systemu obronnego oraz sił zbrojnych.

wbw