Im więcej informacji o aferze aneksowej wychodzi na światło dzienne, tym większą dostrzegam tendencję do „zaciszania" tematu, bądź odwracania uwagi opinii publicznej od głównego nurtu wydarzeń. Zastanawiające jest zwłaszcza noszące znamiona nagonki tropienie przez „Newsweek" wyłącznie pobocznych, i to wyłącznie w negatywnym dla mnie kontekście, aspektów sprawy. Pierwszy był artykuł, w którym kwestionowano moją rzetelność. Twierdzono, że napisałem we „Wprost", iż Zbigniew Siemiątkowski współpracował z mafią pruszkowską. Wystarczyło tymczasem sięgnąć do tekstu „To tylko mafia", by zobaczyć, że napisałem, iż nie wiadomo, czy świadek koronny mówił o szefie Agencji Wywiadu, czy o innym Siemiątkowskim, ponieważ informacji nie uszczegółowił. (Zbigniew Siemiątkowski nie chciał się wypowiadać). Po raz kolejny „wyciągnięto" też historię publikacji w Życiu o Janie Olszewskim, której sens w skutek poprawek redakcyjnych - dokonanych bez mojej wiedzy - wypaczono. Dziennikarz „Newsweeka" zarzucił mi, że pisząc ów tekst nie skontaktowałem się z premierem. A wystarczyło - vide „ przypadek Siemiątkowskiego"- sięgnąć do publikacji, by zobaczyć, że z premierem się skontaktowałem. Dziennikarz sam będąc nierzetelnym zarzucił nierzetelność mnie. (Bilans mojej „nierzetelności"- na 13 procesów z 13 lat dziennikarstwa śledczego w ogólnopolskich redakcjach prasowych i telewizyjnych: 10 wygrałem, 2 zakończyły się ugodą, 1 - z Waldemarem Chrostowskim, w pierwszej instancji, przegrałem.)
Ciąg dalszy nagonki nastąpił, gdy na zlecenie prokuratury przeprowadzono kontrolę w programie „30 minut", w którym realizowałem reportaże o WSI i Księdzu Popiełuszce. I choć nieprawidłowości nie stwierdzono, dziennikarze Tygodnika miesiąc drążyli temat. Kolejnym wątkiem, który zainteresował Tygodnik, były przelewy między mną i Leszkiem Pietrzakiem z Komisji Weryfikacyjnej WSI. Okazało się, że przelewy dotyczą udziału Pietrzaka - eksperta od działalności SB - w trzech odcinkach programu „Oblicza prawdy" i opiewają łącznie na tysiąc pięćset złotych. Temat kolejny raz okazał się mało atrakcyjny.
Ale ostatnio dziennikarze „Newsweeka" zainteresowali się, z czego żyję oraz czy łączyłem działalność PR z dziennikarstwem. Ponieważ na odpowiedź wyznaczono mi niewielką objętość, obok wypowiedzi przekazanej Tygodnikowi, wyjaśniam sprawę publicznie. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy zajmowałem się realizacją programu „Oblicza prawdy" emitowanego w TVP Lublin i traktującego głównie o działalności SB na Lubelszczyźnie, pracowałem dla „30 minut" w TVP 3 (do wiosny 2007), miałem kontrakt w Tygodniku „Wprost" (wygasł w ubiegłym roku). Zajmowałem się także szkoleniem dziennikarzy zorganizowanym przez Katolickie Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych, scenariuszami filmowymi dla TVP, pisaniem książek dla Frondy - o tajnych operacjach służb specjalnych PRL oraz o WSI (zarekwirowane przez ABW). Od wiosny 2007 roku pracowałem na własny rachunek, nie pracowałem dla żadnej redakcji - poza TVP Lublin. W owym czasie moja żona, która od pewnego czasu wdrażała się w działalność medialną (poznając mechanizmy tego rynku dalej wdrażać się nie zamierza) w imieniu naszej firmy podpisała i realizowała trzymiesięczną umowę z Elektrownią Kozienice, polegającą na doradzaniu zespołowi prasowemu. Ani w TVP Lublin, ani nigdzie indziej nigdy nie poruszałem zagadnień z tego zakresu, działalność ta nie miała żadnych „punktów stykowych" z moją pracą.
Być może jednak w najbliższym czasie dowiem się o sobie interesujących rzeczy, być może wzorem sprawy Szeremietiewa zobaczę w „Newsweeku" zdjęcie domu w Białej Podlaskiej opatrzone podpisem: „Skąd miał pieniądze?" Być może też kolegom po piórze nie przyjdzie do głowy, by to sprawdzić, dlatego wyjaśniam: dom postawili rodzice żony w roku 2003 na darowanej nam przez nich działce - byli jej właścicielami od lat kilkudziesięciu - aby kontynuować budowę, teściowie sprzedali mieszkanie w Białej Podlaskiej, w którym mieszkaliśmy od lat trzynastu i nawet to nie pozwoliło na doprowadzenie domu do stanu pozwalającego na zamieszkanie z małymi dziećmi, w efekcie moja rodzina mieszka kątem u teściów. Ale to zapewne redakcji nie interesuje, bo, jak w przypływie szczerości wytłumaczyła mi dziennikarka „Newsweeka" w kontekście mojej sprawy najbardziej „interesujące są informacje negatywne" i jako dziennikarz, powinienem to zrozumieć. Czy aby na pewno powinienem?
WOJCIECH SUMLIŃSKI
Źródło: http://wybranowski.salon24.pl/102617,index.html
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
