"Możemy przegłosować w referendum, że nie podnosimy wieku emerytalnego. Ale nie przegłosujemy długości życia człowieka" - mówił Tusk. Wystąpienie w czasie debaty nad pomysłem referendum ws. wydłużenia wieku emerytalnego, szef rządu zaczął od odwołań do historii. Jak zauważył, w każdej "trudnej chwili" ci, którzy "muszą podejmować decyzje, są w mniejszości" a "prawdziwe przywództwo polityczne" testowane było w Polsce po 1989 roku w ciężkich warunkach, przy bardzo głośnych okrzykach sprzeciwu. Tusk tłumaczył, że istotą ustawy podnoszącej wiek emerytalny Polaków jest umożliwienie "wypłacania emerytur na poziomie, który pozwala na przeżycie". „Nie mamy złudzeń, ta reforma, czy zmiana jak wolą mówić niektórzy, nie da gwarancji bajecznie wysokich emerytur. To wstęp, pierwszy krok, zagwarantowania emerytur w ogóle. Dziś i w przyszłość” – przyznawał otwarcie Tusk. A bez proponowanych przez rząd zmian w opinii premiera „nie będzie to możliwe”. Jest kluczowe pytanie: czy z tego faktu, że jesteśmy ciągle wyraźnie biedniejsi niż np. Szwedzi, ma wynikać konkluzja „pracujmy mniej”? Czy z tego faktu nie wynika oczywista, choć może nieprzyjemna konkluzja, „pracujmy więcej”? – pytał retorycznie. „Jeśli chcemy, by marzenia stały się faktem, a mówimy o pokoleniu raczej naszych dzieci, to musimy więcej pracować. Takie są fakty – podkreślał, mówiąc o marzeniach dotyczących tego, by poziom życia w Polsce był kiedyś porównywalny do tego na przykład w Szwecji” - relacjonuje TVN24.


Następnie Tusk w radykalny sposób zaatakował szefa Solidarności. „Kiedy zdecydowaliście się zadać takie pytanie, to dlatego, że znaliście powszechną gotowość do odpowiedzi wygodnej dla każdego z nas. Nie na tym polega odpowiedzialność przywódcy. Ja bym się wstydził na pana miejscu podejmować tak łatwych zadań. Nie po to wybierano pana na szefa "Solidarności", żeby pan podejmował się zadań, które wykonać może każdy pętak”- powiedział premier czym oburzył posłów. Marszałek Ewa Kopacz przerwała debatę. Po spotkaniu Konwentu Seniorów Donald Tusk wrócił na mównicę. Po przerwie Tusk wyliczał zalety rządowego projektu. Przestrzegał też "przed bezrefleksyjnym powtarzaniem plotek", na przykład dotyczących tego, że w sprawie emerytur między PO a PSL-em toczył się "polityczny spektakl". Premier zwrócił się też do liderów opozycji "z propozycją" by nie chwytali rządzących dzisiaj polityków za ich wcześniejsze słowa na temat emerytur. „Czy naprawdę państwo chcecie żebyśmy na każde posiedzenie Sejmu wywieszali co ktoś kiedyś mówił i co kiedyś robił? Szczególnie zafascynowała mnie wypowiedź premiera Millera, w której była ta przywara, że w kampanii nie mówiliśmy o konieczności podnoszenia wieku emerytalnego. Nie przypominam sobie, by pan biegał podczas wcześniejszych kampanii ze sztandarem wyborczym na temat wprowadzenia podatku liniowego, czy wysłania żołnierzy do Afganistanu” - ironizował Tusk.


Ostre wystąpienie miał również Jarosław Kaczyński. „Możemy odrzucić ten system, wyeliminować jego przedstawicieli i nosicieli. Tylko trzeba zmienić władzę” – apelował w swoim przemówieniu dotyczącym referendum emerytalnego Jarosław Kaczyński. „Nie musimy żyć w dalszym ciągu w systemie postkomunistycznym, w systemie w istocie postkolonialnym"- grzmiał Kaczyński. „Możemy ten system odrzucić i wyeliminować także jego przedstawicieli, jego nosicieli. Tylko trzeba zmienić władzę. Trzeba się trochę przyjrzeć niektórym życiorysom i wyciągnąć z nich wnioski”- mówił. „W Polsce w 2040 odchodzić z pracy będą roczniki liczne, te urodzone w latach 80-tych, a pracować będą roczniki nieliczne. Otóż to jest teza, która zawiera pewne bardzo specyficzne założenia. To założenie, że w Polsce nie da się prowadzić intensywnej wielostronnej polityki prorodzinnej. Otóż, proszę państwa, da się. Da się w Polsce prowadzić politykę prorodzinną, taką która odnosi się do budownictwa mieszkaniowego, różnego rodzaju form pomocy dla rodziny, dla dzieci, da się to wszystko uczynić pod jednym warunkiem. Pod warunkiem, że władza nie będzie zdeterminowana przez uzależnienie od różnych potężnych grup kapitałowych, choćby tej europejskiej, a będzie mogła decydować zgodnie z interesem społecznym. Wtedy już przy końcu lat 30-tych mogą pojawić się na rynku pracy roczniki znacznie liczniejsze, niż te obecne, a w kolejnych latach proces ten może być kontynuowany. Krótko mówiąc, jeżeli mówimy o niemożliwości prowadzenia intensywnej, szeroko rozumianej polityki prorodzinnej, to jest to niemożliwość wynikająca z tego systemu w którym w tej chwili żyjemy i który ten rząd reprezentuje. Ale to nie jest niemożliwość obiektywna” - przeknywał prezes PiS.


Ł.A/TVN24/wPolityce.pl/TVP info