Farmaceuci są oburzeni – pigułki "dzień po" będą musieli sprzedawać nawet dzieciom. Socjalistyczny rząd Jose Luisa Rodrigueza Zapatero zezwolił na wprowadzenie ich do aptek bez recepty i bez ograniczeń. Mało tego, straszy grzywnami dla tych, którzy odmówią sprzedaży, powołując się na obiekcje natury moralnej. Feministki świętują - już w wakacje każda kobieta będzie mogła kupić pigułkę wczesnoporonną za jedyne 20 euro. Rząd nazywa to "środkiem antykoncepcji ratunkowej" i uznaje, że powinien być dostępny w aptekach na takich samych zasadach, jak inne pigułki.

Biskupi katoliccy protestują. Pytają, do leczenia jakiej niby choroby służy ten "lek"? To "technika aborcyjna, a nie antykoncepcyjna" – przypomina Hiszpańska Konferencja Biskupów. - To lek, który nie służy do leczenia żadnej choroby, tylko do niszczenia poczętego życia ludzkiego, wobec czego jego użycie jest przestępstwem – jasno stawia sprawę wystosowany przez biskupów komunikat.

 

Minister zdrowia jest dumna, bo leczy dżumę cholerą

Co na to hiszpańska minister zdrowia? Trinidad Jimenez uważa, że pigułka "dzień po" nie jest wcale środkiem aborcyjnym. Zapobiega tylko osadzeniu się zapłodnionego jajeczka i w konsekwencji doprowadza do "zmniejszenia się liczby aborcji" – tłumaczy minister. W jej rozumowaniu to ewidentnie lek - mało tego, lek cudowny, bo ograniczy liczbę niechcianych ciąż wśród hiszpańskich nastolatek. - Francja, Belgia, Wielka Brytania... - pani minister wymienia kraje, w których pigułki bardzo się, jej zdaniem, sprawdziły. - W Hiszpanii mamy problem niechcianych ciąż – podkreśla Jimenez, a wicepremier Maria Teresa Fernández de la Vega dodaje, że najważniejsze w nowym prawie jest to, że "ma na celu szanować godność kobiety".

Rząd Zapatero postanowił radykalnie rozwiązać ten hiszpański "problem". W czwartek przyjął projekt ustawy, która zapewnia swobodę usuwania ciąży do 14-tego tygodnia i to nawet w przypadku nieletnich. Projekt ustawy przygotowała grupa "specjalistów" - lekarzy i prawników, którzy na prośbę rządu napisali specjalny raport. Rząd przyjął zaproponowane przez nich rozwiązania bez żadnych poprawek. Wicepremier podkreśla, że ustawa "przystaje do współczesnych hiszpańskich realiów".

Od 25 lat hiszpańskie prawo dopuszczało aborcję, gdy ciąża zagrażała życiu lub zdrowiu matki, była efektem gwałtu lub gdy płód był poważnie uszkodzony, ale traktowana była raczej jak zło konieczne i wyjątek od chroniącego życie zapisu w kodeksie karnym.

 

"Kobieta, która zabija swoje dziecko, wie co robi"

Nowa ustawa zupełnie zmienia to podejście. W socjalistycznej wersji aborcja będzie niemalże prawem człowieka. Kobiety będą mogły korzystać z niego bez żadnych ograniczeń. Te, które skończyły 16 lat, nie będą musiały informować rodziców, bo ich zgoda nie będzie potrzebna. Według gazety "El Mundo" feministki sprzeciwiły się nawet idei obowiązkowych trzech dni do namysłu. - Kobieta, która chce usunąć ciążę, wie, co robi – oświadczyły.

Rząd ma nadzieję, że nowa ustawa wejdzie w życie jeszcze przed końcem roku. Od czasu objęcia władzy w 2004 roku Zapatero zdążył już także zalegalizować związki homoseksualne i znacznie ułatwić Hiszpanom rozwody.

AJ/Cnsnews.com/Telegraph.co.uk/Rzeczpospolita

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »