Chociaż wszystkie serwisy informacyjne podają, że do spalenia wozu transmisyjnego TVN24 doszło w trakcie Marszu Niepodległości, to prawda jest taka, że stało się to już PO oficjalnym rozwiązaniu manifestacji, którego zresztą organizatorzy dokonali pod naciskiem policjantów.


Kiedy czoło pochodu dotarło pod pomnik Romana Dmowskiego na pl. Na Rozdrożu auta TVN były już zdemolowane. W tym momencie policja zaczęła nawoływać o rozwiązanie marszu grożąc, że jeśli to nie nastąpi, funkcjonariusze będą zmuszeni do użycia siły. Nagle, potężny kordon policji wręcz rozpruł kolumnę uczestników marszu, niektórych z impetem taranując, by podbiec do już zniszczonych (!) aut. 

 

- Kiedy dotrałem na pl. na Rozdrożu, auta TVN były już faktycznie zdemolowane, ale nie płonęły! - potwierdza Witold Tumanowicz, szef warszawskiej MW, jeden z organizatorów Marszu, w rozmowie z portalem Fronda.pl. - Co ważniejsze - nie było tam ani jednego policjanta! - dodaje. Według relacji Tumanowicza, wokół wozów transmisyjnych szybko pojawiła się grupa pięciu, maksymalnie siedmiu bojówkarzy, którzy zaczęli wybijać szyby. Jeden z nich wrzucił do środka samochodu zapaloną racę. - Próbowałem ich odganiać. Pomagali mi w tym kibice, którzy szli w Marszu. Jeden z nich zaryzykował, podbiegł do auta i zanim zaczęło się palić, wyciągnął ze środka racę - mówi Tumanowicz. 

 

- To właśnie w tym momencie nadciągnęła policja. Byłem pewien, że wozy są już zabezpieczone, więc oddaliłem się od nich. Po 15 minutach były już spalone - mówi portalowi Fronda.pl Witold Tumanowicz. 


Warto też podkreślić, że to NIE uczestnicy Marszu, a zwykli chuligani i prowokatorzy podpalili wozy transmisyjne TVN, od których jednoznacznie odcinają się organizatorzy Marszu. W dowód tego, portal Fronda.pl publikuje film, na którym widać, jak Witold Tumanowicz broni samochodów przed atakiem zamaskowanych chuliganów.


Ale oczywiście tego nie zobaczymy w TVN24… .


Marta Brzezińska

 

fot. Michał Bogdan