I dokładnie taką historię przekazuje Life Site News. Jest to opowieść katolickiej dziewczyny, która poznała mężczyznę swojego życia, pobrała się z nim, a później dowiedziała się, że czuje się on kobietą i „musi zmienić płeć”. Decyzja ta całkowicie zniszczyła jej życie, odebrała normalność i szczęście.

Kobieta, które imię została zatajone, poznała „Ryana” w wieku osiemnastu lat. Chłopak był muzykiem i rozkochał w sobie dziewczynę. Ale ona była dobrą katoliczką, więc gdy zaproponował jej przeprowadzkę do Melbourne i zamieszkanie razem, podkreśliła, że nie chce żyć w grzechu. On zaproponował jej więc małżeństwo. I tak się stało. Małżonkowie przeżyli niesamowity czas. - Wszystko układało się idylicznie, byliśmy szczęśliwi – notuje kobieta. Ale w pewnym momencie tę idyllę przerwał list od „Ryna”. Mężczyzna podkreślał w nim, że „jest kobietą uwięzioną w ciele mężczyzny”.

- Tej nocy, gdy o wszystkim się dowiedziałam nie było mowy o zerwaniu. On przekonywał mnie, że mnie kocha, i że gdy zostanie kobietą nie przestanie mnie kochać – wspomina kobieta. - A ja odpowiadałam mu: zostań kobietą lub wilkołakiem, ale nie porzucaj mnie – dodaje. - Sądzę, że Ryan rzeczywiście wierzył, że wszystko będzie tak samo, gdy stanie się kobietą – dodaje autorka wspomnień. Ale ona sama zrozumiała, że tak nie jest, gdy wróciła kiedyś do domu i zastała tam męża przebranego w jej ubrania. - Byłam zszokowana – podkreśla kobieta. - Wiele czasu spędziłam zastanawiając się nad tym, czy jeśli kogoś kocham to płeć ma znaczenie? I nie mogłam znaleźć innej odpowiedzi niż tak, że oczywiście, że ma – wspomina.

Małżonkowie stopniowo oddalali się od siebie. Ryan tak bardzo zajęty był „zmianą płci”, że żona coraz mniej go obchodziła. W pewnym momencie porzucił ją, łamiąc jej serce. A po operacji przeszczepu implantów piersi, którą przeprowadził już po zerwaniu z żoną, dzwonił do niej, by prosić o przyniesieniu mu stanika.

Wszystkie te działania i zachowania doprowadziły do rozwodu. - Ryan był tak pochłonięty zmianą płci, że nie miał czasu na małżeństwo – dodaje kobieta. Ale to w niczym nie przeszkadzało mu w dzwonieniu do niej czy nasyłaniu na nią swojego nowego, także transseksualnego kochanka. - Gdy kiedyś byłam zagranicą, zadzwonił do mnie jego nowy kochanek, żeby obwieścić, że penis mojego eks-męża został szczęśliwie usunięty – wspomina. - On uważał to za dobrą nowinę, a dla mnie to oznaczało, że człowiek, którego kochałam przestał istnieć, że zakończył się najszczęśliwszy etap mojego życia – wspomina.

Zmiana płci Ryana zniszczyła życie kobiety. Emocjonalnie pozostała ona wrakiem. - Miałam krótkie związki, ale nie byłam już w stanie związać się z kimś inym, zakochać się i ofiarować miłość – wspomina skrzywdzona przez transseksualistę kobieta. - Nie żałuję jednak mojego małżeństwa, bowiem dało mi ono wiele radości przez wiele lat, i nie winię ani Ryana ani siebie za to, co się stało. Ale żałuję skutków decyzji jaką podjął odnośnie do swojej anatomii – kończy swoją opowieść kobieta...

A jej historii warto wysłuchać także dlatego, że jak dotąd ofiary (tak to trzeba określić) „operacji zmiany płci”, żony i dzieci, albo mężowie i dzieci transseksualistów, którzy „płeć zmienili”, są skazani na milczenie. Media przekazują nam tylko – a i to w ograniczonym stopniu – historie transseksualistów, którzy płeć zmienili i twierdzą, że są szczęśliwi. Nie ma zaś ani słowa o tych, którzy po operacji zmiany płci popełnili samobójstwo (a jest ich bardzo wielu), ani tym bardziej o tym, jak cierpią po takiej decyzji ich partnerzy i partnerki czy dzieci. A o nich też mamy obowiązek pamiętać. Oni nie są mniej ważni. Ich życie zostało bowiem złożone na ołtarzu samorealizacji i wielkiego oszustwa jakim jest „zmiana płci”. Obcięcie penisa mężowi nie jest wielką radością, ale końcem jego normalnego życia...

Tomasz P. Terlikowski