Reportaże (a może raczej świadectwa spotkań kobiety i matki z innymi kobietami i matkami) Brygidy Grysiak zebrane w tomiku „Wybrałam życie” to nie są opowieści o grzecznych kobietach. Część z nich ma problem z alkoholem, część oddała swoje dzieci do adopcji, część zarabiała na życie jako prostytutki, a niektóre urodziły dziecko wiedząc, że za chwilę ono umrze. Ale każda z nich jest bohaterką.
Ta książka miała wyglądać inaczej. Być opowieścią o matkach, które oddały swoje dzieci do „okna życia”. Brygida Grysiak próbowała do nich dotrzeć różnymi drogami, ale nie udało jej się. Zamiast tego dotarła więc do matek, które mogły się wahać czy urodzić swoje dzieci, które mogły zadać sobie pytanie, czy powinnam. Część z nich nawet to pytanie sobie zadało, ale odpowiedziało twierdząco. I dzięki temu mogły urodzić się dzieci.
W naszej kulturze ten wybór wcale nie jest oczywisty. Publicyści, celebryci, politycy wciąż przekonują, by „nie rodzić”, opowiadają farmazony o „prawie do wyboru”, o „brzuchu, który jest własnością kobiety”, o zarodkach czy zygotach. Satyryczki czy tancerki szczycą się tym, że zabiły swoje dzieci, a wysokonakładowe gazety publikują reportaże o „bohaterskich” płatnych zabójcach w lekarskich kitlach, którzy po godzinach dorabiają zabijaniem nienarodzonych. W internecie, ale także w wydaniach dzienników można spokojnie znaleźć adresy specjalistów, którzy „wywołują miesiączkę”, koleżanki chętnie podpowiedzią „potrzebującej”, gdzie może rozerwać swoje dziecko na strzępu, a partner (niekiedy mąż) wysupła konieczne dwa tysiące na „zabieg”.
A jednak nadal są osoby, które – choć ich osobista sytuacja bywa dramatyczna – potrafią powiedzieć „tak” życiu. I nie są to bynajmniej wielcy tego świata, nie są to intelektualiści, ani nawet prości święci. To normalne (a czasem patologiczne) kobiety, których nikomu nie dałoby się postawić za wzór. Daria była prostytutką, Iza oddała swoje dziecko do adopcji, podobnie Zofia. Inne z tych kobiet miały mężów (a czasem konkubentów) pijaków czy kryminalistów. Ale urodziły dzieci. Dały im życie. Dlaczego? Bo jak przyznaje Zofia „Zabójstwo, to zabójstwo. Mówię Ci, że ja bym nie umiała żyć z myślą, że zabiłam. Myślisz, że ktoś może z tym żyć? Czy oszukuje się, że może?”

To pytanie (powtarzane zresztą przez wiele z tych kobiet) pozostaje w człowieku na długo. Czytając ich historie aż trudno nie zadać sobie pytania, jak to możliwe, że to, co oczywiste dla tych, które dla wielu z dobrze ustawionych są „patologią”, nie jest takie dla „normalnych”, „wykształconych”. Jak to się stało, że oczywistą prawdę o tym, kim jest człowiek w łonie matki udało nam się wypłukać z mózgów i serc tylu milionów kobiet. Jak doszło do tego, że w telewizji nie znajdziemy programu z matkami, które wybrały życie, a zamiast tego obejrzmy sobie talk show, w którym satyryczka pochwali się morderstwem? Odpowiedź jest prosta, a znajdujemy ją w Ewangelii. „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić” - mówił Jezus (Mt 11:25-27).
I owi ewangeliczni prostaczkowie, ci do których przyszedł Jezus wcale nie zawsze byli tak grzeczni i dobrze ułożeni, jak chcielibyśmy ich sobie wyobrażać. Prostytutki (te, które wyprzedzają nas do Królestwa Bożego) robiły w tamtych czasach, dokładnie to samo, co w tych. A jednocześnie miewały bardziej elementarne poczucie moralne, niż niejeden mędrzec. Książka Brygidy Grysiak pokazuje to z całą mocą. To, co nie mieści się w głowie Cezarego Michalskiego, Marii Czubaszek czy Kazimierza Kutza jest całkowicie oczywiste dla prostych, biednych, czasami ze złamanym życiem kobiet. Kobiet, które choć są bite przez mężów, to nie przyznają sobie prawa do zabicia swojego dziecka. A czasem wbrew swoim facetom ratują im życie.
Mężczyzna czytając tę książkę nie może zresztą nie zadać sobie pytania, o to, kto jest najczęstszą przyczyną aborcji, kto stoi za śmiercią milionów dzieci. I niestety nie jest to dla nas odpowiedź pozytywna. Najczęściej, to my faceci jesteśmy winni. To my nie dajemy oparcia, uciekamy od odpowiedzialności i sprawiamy, że dziecko ginie. „Wybierz życie”, pewnie wbrew intencjom autorki, która nie ma w sobie nic z prokuratora, jest wielkim oskarżeniem mężczyzn, którzy inaczej niż kobiety nie potrafią wybrać życia.
Ale wśród tych opowieści znajdują się świadectwa zupełnie inne. O kobietach i mężczyznach, którzy wybrali życie, choć wiedzieli, że to na chwilę. Taka była historia Joli i jej męża, którzy zdecydowali się na urodzenie dziecka z wadą letalną, o którym wiedzieli, że umrze krótko po urodzeniu. Ich miłość, zaangażowanie sprawiły, że dziewczynka żył rok. A jego mama napisała w rok po jej śmierci: „Chcę Ci podziękować za to, że byłeś, że miałeś siły przyjść na ten świat, że nie nie odeszłaś inaczej jak tylko wtulona w moje ramiona, cichutko, spokojnie. Byłaś, jesteś i zawsze będziesz moim szczęściem (…) Dziękuję za każdy uśmiech, za gest, spojrzenie, Dzień Dziecka, Dzień Matki, Dzień Ojca i Twoje urodzinki i Święta. Przepraszam za to, że był ból i łzy w Twoich niebieskich małych oczkach, że była sonda, leki, odsysanie, kłucia i morfina. Przepraszam, że takie było Twoje roczne życie. Teraz masz uśmiech na twarzy, nie ma bólu, jesteś szczęśliwa”. Mocne słowa, szczególnie w ustach matki, która mówi, że jedyne czego żałuje to fakt, że nie modliła się o cud...
Ona wie, że życie jest darem. Podobnie jak pozostałe matki. Każde życie. I za mocne, jednoznaczne uświadomienie nam tego należą się Brygidzie Grysiak.
Tomasz P. Terlikowski

