„Po ubóstwionym, zsakralizowanym, a jednocześnie kompletnie pozbawionym poglądów polityku nadszedł czas na ubóstwianie głupiutkiej piosenkarki, której jedyną siłą jest skandal i obrażanie innych. I aż trudno nie zadać pytania, kto będzie następny w roli Chrystusa...”- napisał Tomasz Terlikowski o wywiadzie z Dodą Elektrodą w najnowszym „Wprostweeku”. Mój kolega ma całkowitą rację. Jednak warto zatrzymać się na chwileczkę przy wywiadzie „Giordano Bruno XXI wieku w spódnicy”. „Wprostweek” uświadamia nam, kto dziś uchodzi za autorytet w kwestiach walki z Panem Bogiem.
„Wprost”, mimo tego, że ma spór z „Newsweekiem”, to i tak pozostaje jego młodszym braciszkiem w wierze. „Wprostweek” jest jak Kuba Wojewódzki i Michał Figurski w Radio Eska. Wiadomo, kto jest kim w tym porównaniu. Wiadomo też, że w obydwu tytułach produkowała się była dziewczyna przebierańca Nergala. Już nawet myli mi się, gdzie Doda Elektroda wypowiedziała swoje kuriozalne słowa o ujaranych zielskiem Apostołach. Jest to w sumie bez różnicy. Istotne jest to co, posiadająca podobno ponad przeciętne IQ, wokalistka powiedziała, już po tym, gdy zrobiono z niej męczennice ( swoją drogą skazywanie Dody i uniewinnienie Nergala jest idiotyzmem). Najnowszy wywiad Dody dowodzi, że słynne IQ wokalistki jest wspomagane przez medialną Viagrę. Mimo to, gdy weszła ona na wojenną ścieżkę z Panem Bogiem, to do „Polityki” zaprosił ją nawet Jacek Żakowski z BBC. Może niebawem nasz autorytet będzie mógł zaprosić Dodę do brytyjskiej stacji? W końcu Doda już straszy, że zamierza „skompromitować Polskę”. Wystarczy, że otworzy usta.
„Osobiście pojadę. I jeszcze rodzinę zabiorę, mamę, tatę, brata, a nawet babcię moją kochaną. Wszyscy pojedziemy walczyć o wolność słowa. A tak na poważnie to niestety ośmieszę swój kraj i nasze sądownictwo. No, ale co mam zrobić? Może to będzie jakiś kamień milowy? Może dzięki temu ludzie w Polsce przestaną się bać swoich myśli?”- mówi piosenkarka w rozmowie z tygodnikiem "Wprost" o swoim wypadzie do Strasburga, gdzie będzie walczyć z oszołomami, którzy ją prześladują. „Z drugiej strony to zaje...te, bo lubię się zapisywać w historii. Nawet tanio to kosztuje, bo jakby każdy za pięć tysięcy mógłby zapisać się w historii, to Wikipedii by nie starczyło” –dodaje posiadaczka wielkiego IQ i na koniec daje prawdziwy popis. „Ja nie przegrywam. Teraz niech posłuchają wszyscy moi wrogowie: nie można walczyć z geniuszem. Nikt nie wygra!”. Jak można to skomentować? W normalnym wypadku nie byłoby warto. Jednak casus Dody pokazuje nam przykrą prawdę o naszych oponentach „ideologicznych”.
„W pierwszych wiekach swojego istnienia Kościół zyskał wrogość krytyków obdarzonych autentyczną wyobraźnią i dobrze wychowanych jak Celsus czy Porfiriusz, którzy odznaczali się życzliwym przekonaniem, iż najpierw powinni uczynić pewien wysiłek i zaznajomić się z przedmiotem krytyki”- zauważył prawosławny teolog David Bentley Hart. Podkreślił on dramatyczny spadek poziomu intelektualnego wśród współczesnych krytyków chrześcijaństwa. Hart odnosił się do takich ludzi jak… Hitchens czy Dawkins. I w tym momencie musi zrobić nam się nam katolom z Polski przykro. Oni mają Dawkinsa, my mamy Dodę.
Łukasz Adamski

