- Nie uważam się jeszcze za osobę wypaloną. A w sprawach europejskich czuję się kompetentny – tak o swoim ewentualnym kandydowaniu do Europarlamentu mówi Józef Oleksy w "Dzienniku". Nie złożono mu jednak poważnej propozycji a nie chodzi przecież o bycie jedynie na liście.

- Winę za niepowodzenie wspólnej listy wcale nie ponosi tylko Grzegorz Napieralski, ale też Cimoszewicz i inni. Bo SLD mogło w wielu sprawach ustąpić. Ale była pewna granica. A tą granicą dla SLD było zachowanie własnej tożsamości partyjnej. I Cimoszewicz dobrze wiedział, że ta granica istnieje. Ale mimo to zastosował swoisty dyktat. Tym samym przesądził o niepowodzeniu idei wspólnej listy – mówi Oleksy. - Poszło o upór. Cimoszewicz, a on po prostu jest taki, chciał wykreślenia z nazwy słowa „lewica”.

Premier dodał, że przy okazji rozmów o listach ujawniły się stare spory i urazy, u Cimoszewicza też, które działają silniej niż wieloletni dorobek i ideologia. To powinno się zmienić, by usunąć bezwład wewnętrzny w SLD.

Oleksy uważa, że Cimoszewicz odgrywa mityczną rolę na lewicy. - Lewica tak długo mitycznie wielbi Cimoszewicza, że nie zdąży wykreować nikogo innego na te wybory - mówi. - Objęcie przez niego stanowiska w Radzie Europy nie wykluczałoby jego kandydowania w wyborach prezydenckich.

Były premier uważa, że jeśli Olejniczak odniesie sukces w wyborach w Warszawie, to bardzo się umocni politycznie, a jak przegra, to będzie to jego przegrana w SLD. O Napieralskim mówi, że jest sprawnym i przebiegłym politykiem.

Tomasza Nałęcza uważa, za największego faryzeusza w polskiej polityce.

Wciąż myśli o stworzeniu nowego ruchu demokratycznego, obywatelskiego, który byłby czymś więcej niż partią polityczną.

 

MaRo/Dz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »