Sędzia w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" zaznacza, że w sytuacji, jeśli kobieta z jakichś względów nie może zabrać dziecka do domu, ideałem byłoby gdyby zostawiała je w szpitalu, składając przy tym stosowne oświadczenia. Dziecko wtedy może szybko trafić do adopcji.

Jednak często stres czy presja otoczenia sprawiają, że staje się inaczej. - Oczywiście możemy zapewniać te matki, że nic im nie grozi, gdy zostawią dziecko, ale nie oszukujmy się, taka matka działa często pod wpływem emocji lub leków, a najbardziej racjonalne argumenty nie potrafią jej przekonać – mówi sędzia. Dzięki oknom życia, prowadzonym najczęściej przez siostry zakonne, porzucone dzieci znajdują opiekę.

Sędzie zaprzecza także popularnej opinii, że sprawy adopcyjne w Polsce toczą latami. - U nas średnia zbliża się do dwóch miesięcy, czasem nawet krócej – mówi Żurek, który jest sędzią Sądu Okręgowego w Krakowie. Dodaje, że rozważał kiedyś stworzenie specjalnej przyspieszonej procedury adopcyjnej dla dzieci z okien życia. Jednak, jak przyznaje, to mogłoby mieć także negatywne konsekwencje.

- Gdy przyjrzy się dokładnie zagadnieniu matek, zwłaszcza samotnych, działających w tzw. depresji poporodowej, to niewątpliwie dobrze, że są takie sądowe terminy. One pozwalają czasem matce, która zostawiła dziecko w stanie chorobowym, dać czas na ochłonięcie, zastanowienie, a nawet odebranie porzuconego dziecka. Musimy dać im taką szanse – przyznaje sędzia. Jego zdaniem, dwa miesiące to odpowiedni "wentyl bezpieczeństwa".

Kontrowersje, zdaniem prawnika, budzi także fakt wszczynania przez policję dochodzenia w celu odnalezienia matek. Jak zaznacza, w praktyce zdarzają się przypadki, gdy kobieta została przymuszona do porzucenia dziecka przez patologicznego partnera lub nawet gang, który zajmuje się handlem żywym towarem. Nie będzie więc możliwe zachowanie anonimowości matek. - Takie przestępstwa muszą być ścigane – mówi sędzia Żurek.

AJ/eKai.pl

 

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »